Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #książki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 stycznia 2018

Każdy dar można przyjąć lub odrzucić...

     "Doskonałość jest zimna i boi się zbliżenia"
           Dorota Terakowska "Poczwarka"


     Wiem, mogłam wybrać dłuższy fragment, bardziej przemawiający, gdyż cała książka taka jest. Jednak właśnie dlatego wzięłam to krótkie, tak ostatnio mi bliskie, przemyślenie Myszki, głównej bohaterki powieści Doroty Terakowskiej. Szczerze przyznaję, że wyszłam z nią z biblioteki nie wiedząc tak naprawdę o czym jest. Pamiętałam, że tytuł, a może sama autorka, obiły mi się o uszy, jednak kompletnie nie mogłam przypomnieć sobie kontekstu. Dobrze, że tak właśnie wyszło, ponieważ wiedząc o czym opowiada, nawet bym jej nie tknęła, zwłaszcza że ostatnio unikam historii ciężkich, a już w szczególności tych, mogących się przytrafić gdzieś niedaleko mnie.

     Moim zdaniem ta książka jest o pięknie, udawaniu, planowaniu, wszechobecnym dążeniu do ideałów, chowaniu się we własnych skorupach i o ciężkich uczuciach i emocjach, które targają ludźmi. Pokazuje jak piękne może być życie nawet w momencie, gdy wydaje nam się, że skazani jesteśmy na samo cierpienie. Ba! Jak samo źródło naszych nieszczęść może wywoływać równocześnie nienawiść i miłość. Patrząc dosłownie na powieść, opowiada o zmaganiach matki, która urodziła dziecko z Zespołem Downa, co całkowicie pokrzyżowało życiowe plany je rodziny. Oczekiwany idealny potomek okazał się "poczwarką", która podzieliła życie małżonków.

     Czytając powieść widzimy zmagania maki, jej nadzieje, obawy, targające nią sprzeczne uczucia, myśli ojca również nie są dla nas tajemnicą. Jednak główną rolę odgrywa Myszka, małe stworzonko, które rozumie więcej, niż się tego po niej wszyscy spodziewają, ale jednocześnie nie potrafi tego okazać. Stara się przekazać rodzicom tak wiele informacji, których nie potrafią odczytać, chociaż i tak widzą w niej o wiele więcej niż obcy. Wiedzą, że w środku jest zupełnie innym człowiekiem niż ten, którego pokazuje światu, równocześnie mając świadomość, że nie potrafi i nigdy nie nauczy się tego przekazywać otoczeniu. Mimo tej wiedzy ich również dopadają wątpliwości. Dlatego powieść opowiada o walce - zarówno rodzice, jak i córka walczą z własnymi słabościami.

     Mimo ważnego przekazu, jaki niesie ze sobą lektura "Poczwarki" nie należy zapominać, że nie wszystkie opisane w niej rzeczy można brać dosłownie. Są momenty fantastyczne, dotyczące głównie przeżyć Myszki, na które należy patrzeć pamiętając, że zawierają morały i pokazane są jako metafory. Nie da się ukryć, że nikt nie może mieć pewności co dzieje się w głowach takich dzieci, jak one odczuwają rzeczywistość, jednak to, w jaki sposób przedstawiła swoje podejrzenia Terakowska powoduje, że człowiek od razu zastanawia się czy może rzeczywiście jest w nich drugi, nieznany człowiek, chcący się wydostać "na powierzchnię". Czy ich życie wewnętrzne nie jest przypadkiem o wiele bogatsze niż nasze. Czy ich uczucia nie są bardziej szlachetne.

     Polecam nie tylko przeczytać tę książkę, ale się nad nią pochylić, zatrzymać przy niej i zastanowić. Może świat ma więcej barw niż kiedykolwiek byśmy podejrzewali? Może rzeczywiście otrzymujemy na co dzień Dary od Boga, chociaż nie postrzegamy ich jako takich?

sobota, 23 grudnia 2017

Powrót do makabry.

    Tytuł trochę przesadza, nie da się ukryć. Jednak z jednej strony pozwala zgadnąć do czego znów się zabrałam - do historii Hannibala Kanibala. Książki makabrą bym nie nazwała, jednak nie można zaprzeczyć, że zawarte w niej opisy bywają takie. 

     "Milczenie owiec" jest bezpośrednią kontynuacją "Czerwonego smoka" i w miarę czytania spotykamy kolejne odniesienia do poprzedniej historii, a raczej do postaci Willa Grahama. Sam Will nie występuje w powieści w ogóle, mimo że jego obecność z pewnością ubarwiłaby akcję. Zamiast niego poznajemy zupełnie nową główną bohaterkę - Clarice Starling, studentkę akademii FBI, która skończyła wcześniej psychologię. Wiedza którą zdobyła jest kluczową sprawą, gdyż dzięki niej powieść jest po części psychologiczna - bohaterka nie tylko analizuje samą siebie i ludzi w otoczeniu, ale również samego Hannibala Lectera, co pomaga nam trochę lepiej go zrozumieć, o ile to w ogóle możliwe. Potyczki słowne bohaterki ze znanym nam kanibalem stanowią wspaniałą intelektualną rozrywkę dla czytelnika i wprowadza pewien specyficzny nastrój do książki. Czytając ją człowiek może odnieść wrażenie, że sam poznaje krok po kroku aspekty sprawy, nad którą pracuje Starling, równocześnie mając pewien wgląd w myśli Hannibala (na co pozwala narracja trzecioosobowa z narratorem wszechwiedzącym), jak również w myśli poszukiwanego przez adeptkę przestępcy. Wszystkie te informacje są jednak odpowiednio wyważone, przez co autor nie opisuje dziesięć razy tego samego i z każdej perspektywy rzuca zupełnie inne światło na sprawę. Powieść potrafi bardzo dobrze zaskoczyć, co jest mocniej odczuwalne, gdyż teoretycznie czytelnik podążając za narratorem wszechwiedzącym również powinien mieć pojęcie o wszystkim.

     "Hannibal" to następna powieść z serii. Znów opowiada perypetie Clarice, jednak, co było dla mnie zaskakujące, opowiada również o Mansonie, Puzzim i innych bohaterach, których miałam okazję poznać w serialu. Czytając tę powieść nie mogłam przestać porównywać jej z serialem, wyszukiwać wszystkich zmian wprowadzonych przez twórcę i patrzeć jak ta najważniejsza (czyli obecność w tym wszystkim Willa Grahama, którego w książce nie ma wcale) wpłynęła na fabułę i zachowania postaci. 
     Trzeba przyznać, że twórcy serialu, mimo zmienienia praktycznie najważniejszego elementu, w reszcie wierni byli jak najbardziej oryginałowi. Starali się pokazać tę historię, chociaż zmieniali wiele istotnych faktów. Mimo wszystko czytając powieść byłam pewna, że wydarzenia w niej zawarte mnie jeszcze zaskoczą, chociaż oglądałam serial i pamiętałam go bardzo dokładnie.
    Dzięki narratorowi wszystkowiedzącemu poznajemy przeszłość Hannibala i dręczące go koszmary (szerzej ujawnione w kolejnej części, jak mniemam), które mogły mieć ogromny wpływ przy kształtowaniu jego charakteru. Widzimy zarówno ludzką stronę jego natury - tę wspominającą siostrę z miłością, jak i drapieżną - gdy poluje i przygotowuje się do ataku. Wchodzimy do jego głowy, widząc jak dobrym jest manipulatorem i jak wspaniale poznał swoją zwierzynę i jej zachowania - wie, w którą strunę uderzyć zarówno grając na instrumentach, jak i naturach ludzkich.
     Jeden z ostatnich rozdziałów powieści prezentuje wydarzenia przerażające, ujęte w tak swobodny sposób, że czytelnik jest oszołomiony - nie wie czy powinien się śmiać czy bać! Hannibal ujawnia swoje zamiłowanie do teatralnych gestów w dość zaskakujący sposób.
     Trzecia powieść o Hannibalu-Kanibalu kończy się słowami: "Nie wolno nam wiedzieć nic więcej, jeśli chcemy żyć.", co pokazuje również pojawiającą się tendencje do "oprowadzania" czytelnika przez narratora po miejscu akcji powieści, zakradając się i patrząc przez ramię bohaterowi. Ponad to opisane tuż przed owym zdaniem wydarzenia były dla mnie wyjątkowo zaskakujące - mimo podobnego motywu pojawiającego się w serialu, w życiu nie przypuszczałam, że ta historia może mieć takie zakończenie!

     Obie powieści z czystym sercem mogę polecić fanom powieści niesztampowych, kryminalnych z nutką psychologii w tle.

niedziela, 19 listopada 2017

O życiu niby na poważnie...

     "Pokolenie Ikea" Piotra C. Podejrzewam, że ten tytuł nie jest Wam obcy. Sama słyszałam o nim na długo przed tym, jak w ogóle zainteresowałam się tematem. Nie ciągnęło mnie jakoś, najwyraźniej zasłyszane opinie nie były zbyt pochlebne. Mój stosunek zmienił się po tym, jak przyjaciółka wysłała mi bloga tego pana. Pisał ciekawie, o życiu, co jest u mnie na tapecie, zwłaszcza ostatnio, poza tym odwoływał się do własnego doświadczenia z ludźmi, a jego przykłady do mnie trafiały. Szybko się wkręciłam. Dlatego właśnie sięgając po książki przeżyłam ogromne rozczarowanie...

     Pierwsza książka. Najchudsza, o tytule "Pokolenie Ikea". Spodziewałam się przemyśleń o życiu, pracy w korporacji - przynajmniej na takim poziomie jak na blogu. Aczkolwiek znów spotkałam się z widocznym rozwojem autora, ponieważ pierwsza książka nie tylko mnie nie zaciekawiła, ale wręcz odrzucała. Czytałam ją z zażenowaniem, nie wynosząc niczego przyjemnego z lektury. Zdawało mi się, że przed oczami mam wiecznie słowa wulgarne, a cała książka jest o dupach, cyckach i zaliczaniu. Tak, na blogu wpisy dotyczyły głównie relacji damsko-męskich, tak, było o tym, że sprowadzają się one głównie do seksu. Jednak czytając książkę odnosiłam wrażenie, że czytam rozmowę dwóch stereotypowych tępych dresów o swoich Karynach! Męczyłam tę książkę bardziej, niż ją czytałam, a natłok obowiązków nie pomagał. Z tego też powodu z pewną niechęcią kontynuowałam lekturę i zabierałam się za część następną, jednak nie tracąc motta, że aby skrytykować autora, trzeba przeczytać kolejne powieści, bo a nuż się rozwinął.

     Na szczęście Piotr C., jak już wspominałam, jest właśnie tym typem rozwijającego się autora. "Kobiety" czytałam już z przyjemnością, zaciekawieniem i mimo że wciąż podczas lektury można było czasem zobaczyć na mojej twarzy zażenowanie bądź obrzydzenie, to występowało w zdecydowanej mniejszości. Może dlatego, że książka opowiada o mojej wspaniałej płci, o której zawiłościach i szaleństwach można gadać i gadać, a może dlatego, że autor zszedł trochę z buraczanego tonu i bardziej skupił się jednak na emocjach, relacjach i tym, co dla mnie ważniejsze w książkach, a nie walorach fizycznych. Tutaj także znalazłam cytat, który mogę uznać za na tyle wartościowy, żeby się nim podzielić:

     "- Czarny, musisz zacząć mniej pracować, idioto - powiedziała czule. - Pamiętasz jeszcze, że to cycki były najważniejsze dla ciebie, a nie praca? Pamiętasz, deklu, swoje marzenia? Że chciałeś to wszystko rzucić, kupić dom na Hawajach, pływać na desce i żyć z turystów?"
Piotr C. "Pokolenie Ikea. Kobiety.".

     Dlaczego akurat ten? Bo moim zdaniem mówi bardzo wiele nie tylko o Czarnym, ale również o większości populacji. Ludzie idą do szkoły, pracy z jakimś marzeniem. Dążą do czegoś, tylko jakoś po drodze zapominają co to było, ponieważ to te obowiązki zaczynają przesłaniać im świat, ich życie. I zanim się zorientują to życie mija ich szerokim łukiem. 

     Na końcu perełka. "Brud". Powieść z roku 2016, co mnie zdziwiło, bo powiem szczerze, że nawet nie zarejestrowałam, kiedy miała premierę. Książka najbardziej w typie bloga, który mnie tak zauroczył. Najbardziej refleksyjna, oderwana od tamtych, gdyż będąca w całości fikcją literacką, opowieścią już nie o Piotrze "Czarnym", tylko o wymyślonym Relu. Możliwe, że to ta cecha spowodowała, iż książka jest bardziej o czymś konkretnym, ze śmiałymi przemyśleniami, głębszymi niż te o zaliczeniu kogoś. Nie od dziś w końcu wiadomo, że łatwiej przekazać coś nie wprost, bardziej metaforycznie lub wręcz ustami kogoś innego. Tę pozycję mogę z czystym sumieniem polecić, przeczytałam ją praktycznie w jeden dzień, gdyż autentycznie byłam ciekawa co będzie dalej, a bohatera polubiłam, mimo niekoniecznie idealnych cech. Stąd również pragnę przytoczyć cytat, z którym zgadzam się w stu procentach i uważam, że każdy powinien sobie to przemyśleć:

     "Tłumaczę jej, choć niechętnie, że w życiu najtrudniejsze jest odkrywanie swojej tożsamości. Czy ta whisky rzeczywiście ci smakowała, czy może tak ci się wydawało, bo smakowała twoim kolegom? Czy kupiłeś ten telefon dla siebie, czy żeby pokazać, że cię stać? Czy słuchasz tej muzyki dlatego, że  ci się podoba, czy dlatego, że słuchają jej twoi znajomi, a ty boisz się przyznać, żeby cię nie wyśmiali?
      Co jest naprawdę twoje? Z takich drobnych rzeczy układa się tożsamość. Kiedy wiesz, co naprawdę lubisz, trochę bardziej wiesz, kim jesteś.".
Piotr C. "Pokolenie Ikea. Brud.".

     Tym, co najbardziej urzeka mnie w twórczości Piotra C. jest jego sposób pisania - wprost, zupełnie jakbyś był jego przyjacielem, a on opowiadał tobie te wszystkie historie przy piwku, na przykład. Po przeczytaniu jego powieści ma się wrażenie, że jest się z nim na stopie koleżeńskiej, że jakby się go spotkało w barze, to można by podejść, "zbić piąteczkę" i usiąść przy jakimś trunku, rozmawiając o życiu i słuchając jeszcze większej ilości interesujących historii niż w książkach. Nie da się ukryć, że to chyba jedyny autor jakiego powieści czytałam, który nawiązał ze mną, jako czytelnikiem, taką specjalną więź. I to się ceni.


Znalezione obrazy dla zapytania piotr c

niedziela, 12 listopada 2017

Słowa same się nie obronią!

"Czemu, twoim zdaniem, ludzie przestali czytać? Czytamy po to, by nawiązywać kontakt z innymi umysłami. Lecz po co czytać, jeśli pracowicie zajmujesz się pisaniem, relacjonujesz drobnoziarniste osady własnego życia. Z kompulsywnym uporem rejestrujesz każdy zjadany kąsek, fakt, że jest ci zimno albo, nie wiem, bolejesz po przegranym meczu piłkarskim. Niekończący się strumień informacji płynący do wszystkich i nikogo. Kto może sobie pozwolić na to, żeby przejmować się przeszłością,skoro tak trudno nadążyć za teraźniejszością? Ale potrzebujemy przeszłości. I rzeczy, które trwają dłużej niż jeden dzień...".
Alena Graedon "Giełda słów"


 „Giełda słów” autorstwa Aleny Graedon wpadła w moje ręce przypadkiem i zapłaciłam za nią jedynie 10 złotych! Z tego też powodu nie spodziewałam się po niej za wiele – ot lektura na zabicie czasu. Jednak zaskoczyła mnie całkowicie!

Pierwszą rzeczą, bardzo ważną, która jest w niej poruszona, to uzależnienie opisanego społeczeństwa od urządzeń elektrycznych zwanych „meme”, które są takimi bardziej zaawansowanymi smartphonami. Różnica polega na tym, że potrafią się łączyć z mózgiem człowieka za pomocą specjalnego urządzenia nakładanego na głowę, zwanego „koroną”, przez co podpowiada użytkownikowi to, czego on sam nawet nie zauważa - np. podczas rozmowy, wyśle wiadomość „ona chce żebyś skończył ten temat”. Tak jak i w normalnym świecie, znajdują się tam krytycy tego rozwiązania, zwracający uwagę na dobrowolne oddawanie swojej całej prywatności do tego urządzenia. Czy nie mają przypadkiem racji?

 Inną poruszaną przez tę powieść kwestią jest dbałość o język. Jedną z popularnych funkcji meme jest tzw giełda słów, czyli program podpowiadający słowo, które, jak to się potocznie mówi, użytkownik „ma na końcu języka”. Niesie ona ze sobą jednak duże zagrożenie, gdyż ludzie, znani ze swojego podejścia typu:”po co mam to wiedzieć, skoro mogę sprawdzić w internecie” kompletnie przestają zapamiętywać słowa, przez co nie potrafią prowadzić konwersacji lub zwyczajnie przeczytać artykułu bez sięgania po meme. Moim zdaniem jest to ogromne zaniedbanie, bo skoro nie używamy mózgu do zapamiętywania, to do czego jest nam on potrzebny?

     

środa, 1 listopada 2017

Pierwowzór.

"Miał wrażenie, że w ciągu czterdziestu lat niczego się nie nauczył, po prostu stał się zmęczonym człowiekiem." Thomas Harris " Czerwony smok"

     Książka, z której pochodzi powyższy cytat, opowiada historię zawartą w ostatnim sezonie serialu "Hannibal", który miałam przyjemność tutaj opisać wcześniej. Sięgnęłam po nią z oczywistych powodów - dla porównania, zobaczenia jak wiele rzeczy zostało zmienionych, ile dopowiedzianych. Powiem szczerze, że niektórych się nie spodziewałam.

     Zacznę od tego, co było w miarę jasne - książka nie wspomina, jakoby Will i Hannibal znali się jakoś bliżej przed śledztwem Willa, a także nie pokazuje nic, co zostało wymyślone w pierwszych dwóch sezonach serialu (poza tym, że historia z Garettem Jacobem Hobbsem naprawdę wydarzyła się w życiu Willa i przez nią udał się na terapię). Poznajemy naszego bohatera w tym samym momencie, do którego przenosi nas pierwszy odcinek ostatniego sezonu - w domu nad morzem z Molly i jej synem. Akcja przebiega w dużej mierze tak samo, różni się jednak w niektórych miejscach, między innymi zakończenie jest zupełnie inne niż to w serialu. Tam zdecydowano się wprowadzić w życie pomysł, który zakiełkował w głowie Willa w książce, jednak został natychmiastowo odrzucony przez Jacka. 

     Zaskoczeniem dla mnie w książce były płcie Freddiego Loundsa i Alana Blooma - w serialu kobiety, w oryginale mężczyźni. Ciężko było mi się przestawić na postrzeganie ich w taki sposób, zwłaszcza, że każdy miał wyjątkowe miejsce w życiu serialowego Willa, czego w książce nie ma. Również o ile Willa poznajemy dość dobrze czytając powieść, to nie mamy żadnych informacji o pozostałych postaciach - w tej kategorii serial dostarczał nam więcej pozytywnych wrażeń. 

     Z pewnością mogę stwierdzić, że nawet fanów serialu, książka wciąż potrafi zaskoczyć przez inne rozwiązania pewnych sytuacji, czy też niespodziewane wydarzenia w momencie, w którym już w jakiś sposób dopasowaliśmy serialową fabułę do książkowej, a jednak coś się zmienia. Gorąco ją polecam, nawet osobom wrażliwym na drastyczne sceny, jednakże lubiącym książki trzymające w napięciu, gdyż opisy nie są przytłaczające, a nawet mogłabym rzec, że zwięzłe. No, chyba że to ja jestem już spaczona... 


niedziela, 15 października 2017

To jak z tym kłamstwem?

     Od dzieciństwa wszyscy w naszym otoczeniu powtarzają, że "kłamstwo ma krótkie nogi", "prawda w końcu wyjdzie na jaw" i zaznaczają, że nie wolno kłamać, gdyż nie prowadzi to do niczego dobrego. Dzisiaj chciałabym jednak spojrzeć na jeden film i jedną książkę, których przekaz nie jest tak zdecydowany.

     "Niezwykły dzień panny Pettigrew" jest filmem, w którym główne role grają Frances McDorman i Amy Adams. Opowiada on o tytułowej pannie Pettigrew, która przez swój konserwatywny charakter i cięty język traci posady raz po raz. Gdy jej pośredniczka pracy postanawia nie próbować dalej, bohaterka ma ogromny problem - musi spać w przytułku dla bezdomnych, nie mając nic do jedzenia. Zdesperowana decyduje się na oszustwo: przychodzi do apartamentu młodej Amerykanki Delysii Lafosse i powołując się na swoją pośredniczkę, oznajmia, że przyszła do pracy. Od razu orientuje się, że jej zadanie nie będzie tym, co robiła dotychczas.

     Film opowiada tylko o jednym dniu, jednak jest on prawdziwie pełen wrażeń. Co chwilę coś się dzieje w życiu młodej Amerykanki, przychodzą różni mężczyźni, a panna Pettigrew jest zmuszona pomagać swojej pracodawczyni ukrywając jej sekrety i rozwiązując problemy towarzyskie. Dzięki Delysii przechodzi ogromną przemianę - od ubogiej służącej do eleganckiej sekretarki. Zażywa życia bogaczy, bierze udział w pokazie mody, bankietach, występach, dostaje eleganckie ubrania prosto od projektantki, jednak równocześnie miesza się w wiele prywatnych spraw osób dookoła niej. 

     Oczywiście na końcu prawda wychodzi na jaw, jak to zawsze musi się zdarzyć. Mimo to życie panny Pettigrew już nigdy nie będzie takie samo, zmieni się i to na o wiele lepsze. To czyż te jej niewinne kłamstwa jednak się nie opłacają?

     Drugą historią jest życie Gabriell Cocroft, młodej amerykanki z francuskimi korzeniami, opisane w książce "Kim jest ta kobieta" przez Doris Mortman. Jako mała dziewczynka ma wszystko o czym marzy - szczęśliwą rodzinę, ładny dom, wspaniałych i opiekuńczych rodziców. Jest bardzo zdolna, dobrze się uczy i jednocześnie jest pełna życia. Wszystko traci, gdy ma 12 lat. Musi się pozbierać i odnaleźć w nowym świecie, gdzie za opiekunkę ma tante Simone - siostrę matki, którą dotychczas widywała raz do roku. Po paru latach udaje jej się dojść do siebie, zakłada rodzinę i znów czuję się szczęśliwa i bezpieczna, Los jednak po raz drugi poddaje ją ciężkiej próbie. Mąż zostawia ją praktycznie bez środków do życia, a z racji tego, że całe swoje życie poświęciła żeby prowadzić dom, w wieku czterdziestu lat nie ma doświadczenia zawodowego, czyli także szans na zatrudnienie. Gdy po przeprowadzce do Nowego Jorku i tak nie udaje jej się znaleźć pracy, zdesperowana postanawia skłamać w swoim CV i przybierając nazwisko panieńskie matki staje się wykształconą wdową  doświadczeniem w branży. Szybko dostaje posadę, jednak nie sprawia to, że jej życie staje się usłane różami. 

     Przez całą powieść obserwujemy zmagania bohaterki ze swoimi problemami - długami, chorobą ciotki, problemami w kontaktach z synem. Równocześnie poznajemy inne postacie, ich perypetie, charaktery, zachowania. Książka pokazuje nam prawdziwie ludzkich ludzi, jeśli można to tak ująć. Każdy ma wyjątkowy charakter, decyzje podejmuje z różnych osobistych pobudek, a na wszystkie ma wpływ jego przeszłość. W tej powieści jest wszystko, czego tylko czytelnik mógłby oczekiwać - wątki miłosne, psychologiczne, problemy rodzinne, patologie, zakłamania, kryminalne zagadki, poszukiwania zaginionych dzieł sztuki, walka o pozycję i wiele innych. A w środku tego wszystkiego jest Gaby, jej kłamstewko i poczucie winy.

     Tak jak i w poprzednim przykładzie, tutaj również prawda wychodzi w końcu na jaw. Mimo początkowych problemów bohaterki z tego powodu, wszystko na końcu układa się znakomicie. To jednak znów wychodzi na to, że opłaca się kłamać?

     Można by dojść z łatwością do powyższych wniosków. Jednak trzeba się zastanowić głębiej nad tym, co musiały przeżywać obie bohaterki. Panna Pettigrew skłamała z głodu, a mimo to targały nią wyrzuty sumienia, momentami pragnęła się wycofać. Równocześnie towarzyszył jej wieczny strach, że wszyscy poznają jej sekrety, a przez to musiała pomóc kobiecie, która je znała, okłamać wartościowego mężczyznę. Tak jak Gabrielle, która również odczuwała wieczny strach przed zdemaskowaniem, nie mogąc nawet powiedzieć prawdy mężczyźnie, w którym się zakochała, ponieważ gdyby straciła swoją pracę, nie mogłaby w żaden sposób wygrzebać się z długów.

     I mimo że może czasami kłamstwo pomaga, to czy cena jaką się za nie płaci jest jego warta?

Tak btw - obie wymienione pozycje gorąco polecam! :)


piątek, 29 września 2017

Run!

     Niewielu jest ludzi, którzy nie znają Forresta Gumpa, chociażby z popularnych gifów, piosenki Podsiadłego czy z nawiązań do słynnego "run Forrest run". Myślę, że o wiele mniej osób zdaje sobie sprawę z istnienia powieści Winstona Grooma, na podstawie której powstał ten film. A jeszcze mniej wie, że motyw z biegiem Forresta został wymyślony przez scenarzystów i nie ma nic wspólnego z książką.

     Film, mimo że kultowy, obejrzałam dopiero niedawno, podczas babskiego wieczoru z przyjaciółkami. Nie da się ukryć, że jest bardzo pozytywny i potrafi zarówno rozbawić jak i wzruszyć. Wspaniała gra aktorska Toma Hanksa jest doprawdy godna podziwu. Ogólnie podaję dalej to, co wielu przede mną - oglądajcie, oglądajcie, oglądajcie!

     Za książkę zabrałam się już po obejrzeniu filmu i powiem szczerze byłam przygotowana na nieścisłości w fabule. Jednak parę rzeczy potrafiło mnie zadziwić, jak na przykład brak motywu z bieganiem Forresta w książce (może nie całkowity, jednak nie przebijał się tak jak w filmie) oraz cechy bohaterów. Jenny, która w filmie wydawała mi się być szaloną egoistką, nie dbającą kompletnie o głównego bohatera, według książki była zagubioną dziewczyną, która uciekała od Forresta, gdy stawał się po prostu nie do wytrzymania. Porucznik Dan w adaptacji pokazany jako zgorzkniały weteran, były dowódca Forresta, w powieści jest bardziej filozofem niż pesymistą. Dodatkowo sam Forrest - geniusz i idiota równocześnie,zdający sobie sprawę ze swojego zidiocenia, dający się namówić na nieciekawe rzeczy, ale równocześnie nie całkowicie bezwolny, potrafiący czasem wyrazić własne zdanie i rozumiejący więcej niż by się wydawało. W filmie jednak wydawał się po prostu pociesznym głuptaskiem...

     Mimo wielu różnic, których zazwyczaj nie lubię, to polecam oba "twory". Powieść, mimo że pisania "łopatologicznym" językiem, to bardzo przyjemna do czytania, a film jest dobrą komedią, nie infantylną, jak wiele współczesnych. Jednak radziłabym traktować je jako osobne twory, z podobnym motywem, ponieważ film bardzo luźno podchodzi do wydarzeń i postaci książkowych.


" - Szeregowy Gump, mam przyjemność powiadomić was, że zostaliście wybrani do kadry narodowej, która pojedzie do komunistycznych Chin na międzypaństwowy turniej ping-ponga. (...) Chodzi o ważne posunięcie polityczne, od którego może zależeć przyszłość ludzkości. Czy rozumiecie co mówię?
     Wzruszam ramionami, po czym kiwam głową, ale czuję jak kolana mi galarecieją. Kurde balas, myślę sobie, jestem tylko biedny idiota, dlaczego chcą, żebym to ja odpowiadał za przyszłość ludzkości?"  
Winston Groom "Forrest Gump"

niedziela, 20 sierpnia 2017

Donuty uratują świat!

     Kiedy leżę w gorączce, wygrzewając się we własnym łóżku, zazwyczaj sięgam po jakąś książkę, żeby oderwać się od choroby. Tak było i tym razem, chociaż po przeczytaniu paru rozdziałów, odłożyłam ją myśląc, że jest ze mną chyba mocno źle, bo opowieść wydawała mi się jednym wielkim chaosem. Jedyne co mi ostało po tych paru pierwszych rozdziałach, to ogromna ochota na pączki, których niestety nigdzie nie można było w okolicy dostać (a ktoś prawdziwie próbował).

     Wróciłam do tej książki, jak byłam zdrowa i poza ochotą na pączki znów poczułam ten chaos. To była pierwsza powieść, którą czytałam z czymś, co mogę określić "mózgopląsem". Mój umysł nie nadążał za akcją, wszystko działo się za szybko, nie byłam w stanie skupić się na żadnej pojedynczej akcji. Przez te niezbyt miłe odczucia podchodziłam do tej książki parę razy.

      A cóż to za książka? "Ta książka uratuje ci życie" A. M. Homesa. Znaleziona w markecie za parę złotych, oblana po drodze sokiem i odratowana. Opowiada o czterdziestoletnim Richardzie, który po tym, jak zaczęło go boleć serce, zastanawia się nad swoim życiem i stara się je odmienić. Cała akcja dzieje się bardzo szybko i chaotycznie - imituję trochę życie, jednak takie pełne wrażeń, gdzie nie ma miejsca na odpoczynek.

     Ogólnie nie zdecydowałabym się przeczytać tej książki drugi raz, bo jest zbyt chaotyczna, a uczucie "mózgopląsu" nie opuszcza mnie przez pewien czas po jej przeczytaniu. Jednakże jak ktoś lubi takie wrażenia, to niech się ochoczo zabiera do tej powieści!


"Jadą w milczeniu, słuchając brzęczącego radia i pojękują, pokonując dziury w nawierzchni. Richard wycenia każdy stukot: niektóre kosztują dwieście dolarów, inne już raczej koło dwóch tysięcy. Kierują się "dziesiątką" w stronę miasta. Żadne z mijanych aut nie wygląda tak jak wczoraj, nikt już ni jest niewinny, każdy jest podejrzany, groźny. Może Richard nie powinien był palić wczoraj trawki, a może ma już lekką paranoję". A. M. Homes "Ta książka uratuje ci życie".

piątek, 14 kwietnia 2017

"Jeśli powiesz mi bym przyszedł, rzucę wszystko i przyjdę... Ale musisz mnie poprosić"

       Cytat, będący tytułem tego posta, jest również tytułem przeczytanej przeze mnie ostatnio książki Alberta Espinosy. Kupiona w markecie za 10 zł, nie sprawiała wrażenia głębokiej pozycji, a jednak mile mnie zaskoczyła.

       Książka jest bardzo krótka - ta jej cecha spowodowała, że zdecydowałam się z nią zapoznać w przedmaturalnym wirze. Potrzebowałam odskoczni, czegoś lekkiego i przyjemnego, a ona pasuje do tego opisu jak znalazł! Opowiada historią Daniego, którego poznajemy w ciężkim momencie - jego żona postanawia go zostawić. Jednak mimo, że znamy ten dość ważny fakt jego biografii, to bohater, chcąc nam przybliżyć powody owego rozstania, opowiada nam parę momentów ze swojego życia, które wpłynęły na to, że znajduje się w tym miejscu swojego życia. 

       Mimo dość banalnej fabuły i małej objętości, książka zaskakuje ilością pozytywnej energii, którą zaraża czytelnika, jak również nagromadzeniem wskazówek dotyczących życia - nie dokładnych instrukcji, tylko paru słów, zmuszających człowieka do zastanowienia się nad swoimi wartościami i tym, jak postrzega swoje własne życie.

       Polecam zarówno w momentach, gdy przygniata nas poczucie bezsensu otaczającego świata, jak również kiedy po prostu chcemy rozerwać się spokojną, kojącą lekturą.

       W tym miejscu chciałabym wszystkim ludziom, zagubionym w internecie czy też pojawiającym się od czasu na moim blogu, życzyć wesołych świąt! Przede wszystkim smacznego jedzenia i przyjaznej atmosfery! 

sobota, 17 września 2016

Warto się czasem wzruszyć.

     Zwykły dzień,, jak ich wiele. Chwila rutyny, po chwili pytanie - babski wypad do kina? Dziewczynom się nie odmawia!
     Pojechałyśmy na jeden ze słodszych filmów, jakie miała okazje oglądać w życiu, a mianowicie na "Zanim się pojawiłeś". Opowiada on historię znajomości - opiekunki z mężczyzną na wózku - która nie od początku jest tak wspaniała, jakby mogła być. Jest to film o tym, jak jeden człowiek może mieć wpływ na życie innego. Pokazuje jak słowa mogą zmotywować do działania, nawet gdy już straciło się całą nadzieję. Równocześnie widać, że nie warto tracić pogody ducha, a dzięki niej można umilić życie nie tylko sobie, ale i innym.
     Od Lou możemy nauczyć się wrażliwości oraz w pewnym sensie niezależności od opinii innych. Pogody ducha, pewnej wytrwałości i faktu, że uśmiech i pozytywne nastawienie może zdziałać prawdziwe cuda!
     Will pokazuje nam, że nawet gdy sami w siebie nie wierzymy, to jest w nas ukryty prawdziwy potencjał. Uczy, że należy walczyć o swoje, przekuwać pasje w zarobki i wciąż pielęgnować w sobie głód wiedzy.
     Film przekazuje naprawdę ważne wiadomości, jeżeli tylko ktoś chce się na nich skupić. Równocześnie pełen jest zabawnych momentów, a także tych rozczulających, wręcz wyciskających łzy.



     Nie byłabym sobą, gdybym od razu nie sięgnęła po książkę - bo jak to tak można! Toż to by była ignorancja z mojej strony ogromna! Takiej historii nie przeczytać? Nie przeżyć jej jeszcze raz? Nie żałuję tej decyzji - książka lepiej przybliżyła bohaterów, ich motywacje, relacje oraz to, jak wydarzenia miały na nich wpływ. Została skonstruowana w bardzo fajny moim zdaniem sposób - opowiada jedną historię, płynnie, jednakże z perspektywy bardzo wielu bohaterów. Nie skupiamy się na jednej osobie, jej przeżyciach, cierpieniach i przemyśleniach, ale na wielu przewijających się postaciach - możemy zauważyć co myśli praktycznie większość członków rodziny naszych bohaterów, lepiej poznać relacje między nimi i motywacje, kierujące ich działaniami.
     Gorąco polecam, zarówno tym, którzy potrzebują słodkiej książki, romansu czy po prostu wyciskacza łez - jest to pozycja obowiązkowa dla wrażliwych dziewczynek!

czwartek, 25 sierpnia 2016

Czasem lepiej nie wiedzieć

    Witam!
  Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moją refleksją dotyczącą powieści Stanisława Lema pt. "Eden". Opowiada ona o wyprawie kosmicznej, której uczestnicy rozbili się na planecie nazwanej tak, jak biblijny raj.. Bohaterowie starają się zarówno zbadać planetę, jak i przywrócić swój statek do stanu używalności, aby móc wrócić na Ziemię.
  To, co zawsze urzeka mnie w Lemie, to fakt, że jego powieści toczą się tu i teraz. Autor nie potrzebuje wplatać retrospekcji, praktycznie nawet nie przedstawia nam bohaterów, pozwalając, żeby ich czyny dokładnie w tym momencie pozwoliły nam wyrobić sobie o nich opinię. Przez to poznajemy bohaterów tak, jak normalnych ludzi - widzimy ich zachowania w różnych sytuacjach, poznajemy ich opinie, które wygłaszają do pozostałych bohaterów i przez to ich poznajemy. Nie wiemy nigdy co tak naprawdę dzieje się w umysłach postaci, możemy się jedynie tego domyślać na podstawie ich czynów.
  Drugą bardzo ciekawą rzeczą jest język używany przez pisarza. Wplata on wiele epitetów i słów, które nie są powszechnie znane w tym momencie. Dla nas nawet "zaawansowane" technologie użyte w powieści momentami są już przestarzałe. Jednak właśnie ten styl i język nadaje powieściom taki lemowski charakter, coś co pozwala je odróżnić od dzieł innych autorów.
  W tej konkretnej powieści spotykamy się z bardzo ciekawym problemem, jakim jest poznawanie innej cywilizacji. Bohaterowie interpretują to, co widzą, biorąc pod uwagę realia panujące na Ziemi, a przecież mieszkańcy innej planety mają inną historię, doświadczenie, nie mówiąc już o budowie ciała i jego działaniu. Często możemy zauważyć, jak jedna z postaci, Doktor, powtarza, że nie można interpretować tego, co widzą, w taki sposób, w jaki zinterpretowaliby to na Ziemi, ponieważ nic a nic nie wiedzą o mieszkańcach Edenu, zagrożeniach ich świata, ich systemie wartości i kulturze.
  Książka bardzo dobrze obrazuje, jak często możemy wydawać mylne osądy tylko dlatego, że patrzymy na wszystko i wszystkich przez pryzmat samego siebie. Ktoś zachowuje się tak, a nie inaczej, a my oceniamy to patrząc przez pryzmat naszych uczuć i doświadczeń Nie zawsze przecież możemy stwierdzić, co ten człowiek przeżył, ani jakie wydarzenia go ukształtowały.
   Polecam tę powieść każdemu, kto chce się rozkoszować niebanalną lekturą, która także potrafi zmusić do myślenia. Jednak od razu ostrzegam - nie jest to leciutkie opowiadanie na jedno popołudnie.


poniedziałek, 28 marca 2016

Faceci nie płaczą...?

      Witam!
    Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o drugiej części opisywanej przeze mnie powieści "Zostań, jeśli kochasz", o tytule "Wróć, jeśli pamiętasz", autorstwa Gayle Forman.
     Książka opowiada historię 3 lata po wypadku Mii, jednak tym razem obserwujemy świat oczami Adama. Dzięki temu zabiegowi mamy pełen obraz obojga bohaterów, wiemy ile dla siebie znaczą i jak postrzegają różne wydarzenia.
     Naszego bohaterami poznajemy, gdy jego zespół "Shooting Stars" odnosi sukcesy, a sam jest rozpoznawalnym gwiazdorem w związku z gwiazdą kina Bryn. Wydaje się, że osiągnął wszystko, o czym marzył, prawda? Jednak patrząc na świat jego oczami zauważamy, że wcale nie jest idealnie. Mężczyzna nie ma kompletnie prywatności, przez co posiada wiele fobii. Przez swoje problemy z agresją i emocjami zyskuje przezwisko Wild Man. Cały czas zażywa różne leki, psychotropy, mające pomóc mu uporać się z lękami i napięciem, które cały czas mu towarzyszą. Dodatkowo stara się zredukować stres papierosami. Jego z pozoru wspaniały związek polega na tym, że częściej się mija z Bryn, niż spędzają razem czas, gdyż oboje są zabiegani i wiecznie zajęci. Można by rzec, że jest już wypalonym gwiazdorem.
     Zmieniły się również stosunki bohatera z ludźmi ze swojego otoczenia. Wcześniej z kolegami z kapeli miał przyjacielskie relacje, z czasem jednak zamknął się w sobie, a narastająca sława i dziennikarze, wkraczający w prywatność członków zespołu, wcale nie pomogły im się dogadać. Adam czuje się bardzo samotny, mimo że zazwyczaj otoczony jest tłumem ludzi.
     Książka obrazuje, że życie sławnych osób wcale nie jest takie wspaniałe i kolorowe. Pokazuje, że nawet gdy artysta lubi swoich fanów, tak jak Adam, to w sytuacji, gdy rzucają się oni na niego całą chmarą, nie patrząc na to, że też jest człowiekiem z krwi i kości, zaczyna po prostu panikować i "dusić się" w otaczającym go tłumie. W historii widać, jak wiele trzeba poświęcić dla kariery, jak bardzo wszystko może się zmienić - zaczynając od pozbycia się prywatności, w najgorszym wypadku kończąc na obłąkaniu i paranoi.
     Kompozycyjnie powieść przypomina pierwszą część, ponieważ do scen w czasie rzeczywistym wplatane są obok retrospekcje, nawiązujące do osób, miejsc czy też sytuacji. Przedstawianie świata oczami Adama było moim zdaniem naprawdę dobrym wyborem. Książka pokazuje nam głębie uczuć i emocji bohatera, to że faceci też cierpią z miłości, co nie jest częstym obrazem w powieściach. Zazwyczaj czytamy perspektywę dziewczyny, która cierpi, przeżywa, a w tym momencie zaskakującą odmianą jest zobaczenie cierpienia mężczyzny i zapytanie siebie - "Czy oni też tak potrafią przeżywać?".
     Ogólnie jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się przeczytać tę powieść. Nie zawiodła mnie, zwłaszcza, że czytałam ją od razu po pierwszej części i wciąż byłam "w jej świecie". Polecam fanom romantycznych powieści.



"Na mgnienie staje mi przed oczami obraz Mii. Siedemnaście lat, ciemne oczy pełne miłości, przejęcia, strachu, muzyki, seksu, magii, rozpaczy. Lodowate dłonie."
Gayle Forman "Wróć, jeśli pamiętasz"

środa, 16 marca 2016

Co będzie za 100 lat?

      Witam!
    Ostatnio sięgnęłam po książkę "Powrót z gwiazd" Stanisława Lema. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi refleksjami z nią związanymi.
    Szczerze muszę przyznać, że nie łatwo było mi ją przeczytać. Jest napisana trudnym językiem, Lem bawi się słowami podobnie brzmiącymi jednocześnie opisując świat, który nie istnieje w teraźniejszości, przez co tym trudniej połapać się w tym o co autorowi dokładnie chodzi. Bardzo wiele epitetów, porównań i innych środków stylistycznych pojawia się praktycznie na każdej stronie. Dopiero po połowie książki, gdy przyzwyczaiłam się do tych zabiegów, czytałam ją z przyjemnością.
    Historia opowiedziana przez Lema jest bardzo ciekawa, chociaż nieco chaotyczna. Nie ma, tak jak w większości teraźniejszych książek, jasno określonej fabuły. Hal Breg, główny bohater książki nie ma nawet żadnego celu swoich działań. Przez to czytelnik nie może przewidzieć co się wydarzy.
    Powieść opowiada o astronaucie, który właśnie wrócił z bardzo długiej podróży badawczej. Nic, co zastaje we współczesnym świecie, nie przypomina tego, co zostawił przed odlotem. Musi odnaleźć się jakoś w tym świecie, o którym nie wie kompletnie nic. Do tego dochodzi fakt, że wyróżnia się swoim wzrostem siłą i faktem, że nie jest, jak wszyscy obywatele, betryzowany - oznacza to, że w jego umyśle może powstać myśl o zabójstwie siebie, kogoś czy nawet zwykłym podjęciu ryzyka. W świecie pozbawionym tych szczególnych uczuć, nie ma praktycznie nic, co przypominało by Halowi jego dawne życie.
    Bohater stara się nadążyć za otaczającą go rzeczywistością. Czyta książki o dokonaniach nauki, o historii, o wszystkim co ominęło go, gdy był w kosmosie. Równocześnie stara się poradzić sobie z traumą, która w nim pozostała po tych gwiezdnych przygodach - ze stratą kompanów, ze strachem, który wciąż mu tam towarzyszył.
    Mimo toporności tekstu, książka jest warta przeczytania. Zmusza człowieka do zastanowienia nad tym czy idealny świat w ogóle istnieje. Również przynosi refleksje na temat różnego rodzaju poświęceń dla nauki, badań. O przystosowaniu się do całkowicie odmiennego otoczenia. O tym, dokąd zmierza ludzkość, bo mimo że książka została wydana w 1961 roku, to jednak wciąż w dużej mierze jest aktualna.


"Sonda to jest chłodzenie, wiesz. Taka jakby latająca lodówka. Tyle miejsca, żeby usiąść. Siedzi się w lodowej skorupie. Ten lód taje od strony pancerza i ścina się z powrotem na rurach. Sprężarki mogą się zepsuć. Wystarczy chwila, zachłyśnięcie, bo na zewnątrz jest osiem, dziesięć albo dwanaście tysięcy stopni. Jeżeli staną w dwuosobowej rakiecie, to musi zginąć dwóch. A tak - tylko jeden. Rozumiesz?"
Stanisław Lem "Powrót z gwiazd"

wtorek, 8 marca 2016

Po stracie zawsze jest ciężko...

Witam.
     Dzisiaj pragnę się z Wami podzielić wrażeniami, które miałam po przeczytaniu powieści Jonathana Safrana Foera pt. "Strasznie głośno, niesamowicie blisko", gdyż uważam, że jest to książka warta polecenia.
     Opowiada ona historię dziewięciolatka, który w World Trade Center stracił ukochanego ojca, z którym był bardzo zżyty. Oskar Schell jest niesamowicie inteligenty i posiada zdumiewającą wiedzę, jak na swój wiek. Traktowany przez ojca jak rówieśnik, bardzo szybko wydoroślał.
     Po śmierci taty chłopiec jest bardzo załamany. Kiedy znajduje w jego gabinecie tajemniczą kopertę z kluczem, zaczyna podróż, która ma na celu rozwiązanie zagadki tego przedmiotu i równocześnie ma pomóc Oskarowi uporać się z przytłaczającym smutkiem, który odczuwa. Podczas swojej przygody poznaje bardzo wiele ciekawych osób, ich historie, jak również zwiedza dużo miejsc w Nowym Jorku.
     Powieść opowiada nie tylko przygody chłopca, ale również historię jego rodziny - młodość babci i dziadka oraz problemy jakie mieli. Widzimy różne spojrzenia na życie, jak również odmienne sposoby radzenia sobie z własnym cierpieniem, tęsknotą i bólem.
     Forma książki jest bardzo ciekawa, gdyż zawiera zarówno listy, przez które poznajemy przeszłość, jak i narrację pierwszoosobową opisującą bieżące wydarzenia. Dzięki tym zabiegom możemy poznać osobowość i przeżycia trzech różnych ludzi, co sprawia, że cała trójka staje się bohaterami powieści. Dowiadujemy się w jaki sposób te osoby wyrażają swoją miłość, jak pomagają sobie nawzajem w trudnych sytuacjach, jak bardzo tragiczne przeżycia z ich życia wpływają na każdą decyzję jaka podejmują.
     Uważam, że książka, chociaż początkowo trudna w odbiorze, jest jedną z najlepszych przeczytanych przeze mnie powieści. Autor potrafi ożywić bohaterów swoich książek i sprawić, żeby czytelnik poczuł do nich sympatię. Osobiście, mimo że początkowo Oskar irytował mnie czasem będąc bardzo przemądrzały, to jednak po pewnym czasie pokochałam tego chłopca, tak jak każda spotykana przez niego w książce osoba.
     Bardzo serdecznie polecam tę powieść, jak również film o tym samym tytule, który zainspirował mnie do przeczytania tego dzieła.


"(...) powiedziała mi, że jest w ciąży, rozpierała mnie radość, nie powinienem być taki ufny, sto lat radości może być unicestwione w jednej sekundzie, ucałowałem jej brzuch, choć nie było jeszcze co całować, powiedziałem, że kocham nasze dziecko. To ją rozśmieszyło, nie słyszałem jej śmiejącej się tak serdecznie od czasu, kiedy spotkaliśmy się w połowie drogi między naszymi domami, idąc jednocześnie do siebie, powiedziała: "Kochasz ideę", na co odparłem: "Kocham naszą ideę". To było właśnie to, mieliśmy naszą wspólną ideę. Zapytała: "Boisz się?" "Czego?" "Życie jest bardziej przerażające niż śmierć", odpowiedziała."
Jonathan Safran Foer "Strasznie głośno, niesamowicie blisko"

środa, 2 marca 2016

Żyć czy nie?

    Witam!
  Dzisiaj chciałabym podzielić się wrażeniami po obejrzeniu filmu pt. "Zostań, jeśli kochasz".
  Zdecydowałam się go obejrzeć, ponieważ moja bliska koleżanka swego czasu była bardzo nim zafascynowana, a miałam akurat ochotę na romantyczny słodki film, który wycisnąłby z moich oczu łzy. Szczerze powiedziawszy, nie zawiodłam się.
   Film opowiada o związku dwojga ludzi - Adama i Mii. Oboje są związani z muzyką - on ma kapelę, która odnosi coraz większe sukcesy, a ona jest wspaniałą wiolonczelistką. Historia opowiedziana w formie retrospekcji, gdyż w początkowych scenach Mia bierze udział w wypadku samochodowym, przez który jej dusza zostaje oddzielona od ciała. Obserwuje świat, jednak nie może mieć na niego żadnego wpływu. Poznajemy historię z jej wspomnień oraz zastanawiamy się razem z nią nad ważną decyzją - żyć czy odpłynąć.
   Opowieść jest bardzo słodka, równocześnie pełna emocji, wahań. Nie zawsze jest kolorowa, przez co lepiej pokazuje prawdziwe życie. Związek tej dwójki nie jest idealny, oboje się różnią, oboje mają marzenia, cele i wiele przeciwności losu, jednak są również wytrwali i zaangażowani w swoje wspólne życie.
   Jakiś czas po obejrzeniu filmu przeczytałam książkę, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Gayle Forman, autorka powieści, przedstawiła w przekonujący sposób odczucia i myśli głównej bohaterki. Spodobała mi się ogromnie kompozycja książki - czas teraźniejszy przeplata się ze wspomnieniami dziewczyny, związanymi z dziejącymi się wydarzeniami lub spotykanymi ludźmi.
   Historia została przedstawiona z punktu widzenia Mii, więc jest zabarwiona jej emocjami. Bardzo często potrafi wzruszyć czytelnika, jak również zwrócić jego uwagę na małe rzeczy, codzienne czynności i pokazać, jak wielkie mają one znaczenie dla naszego życia, mimo że tak często ich nie doceniamy.
   Byłam zachwycona powieścią również dlatego, że opowiada o roli muzyki w życiu, a sama jestem z nią bardzo związana. Przedstawienie tego, jak bohaterowie są związani z tą dziedziną sztuki i jak wielkie ma ona dla nich znaczenie sprawiło, że poczułam się z nimi jeszcze bliżej związana.
   Ogólnie polecam zarówno książkę, jak i film. Są pewne niezgodności w fabułach, ale nie zwracają uwagi odbiorcy jakoś szczególnie. Oba dzieła są wspaniale zrobione i przedstawione i oba potrafią wywołać u człowieka emocje.




"Jeżeli każesz mi odejść, odejdę. Rozmawiałem z Liz i powiedziała, że może powrót do dawnego życia będzie dla ciebie zbyt bolesny; że może łatwiej ci będzie wymazać pamięć o nas. To by był koszmar, ale zrobię to, jeśli będzie trzeba. Mogę cię stracić w taki sposób, jeśli nie stracę cię dzisiaj. Pozwolę ci odejść. Jeśli zostaniesz."

Gayle Forman "Zostań, jeśli kochasz".

środa, 20 stycznia 2016

Kobiecy strach

Witam!
     Dzisiaj chciałam zrecenzować zarówno film, jak i książkę pt. "Dziennik Bridget Jones".
     Zacznę od mojej subiektywnej opinii, że film jest lepszy niż książka. Bardzo rzadko się zdarza, że dochodzę do takich wniosków, aczkolwiek tutaj nasunęły mi się od razu. Chociaż zastanawiając się nad tym głębiej są to tak różne pokazania historii, że trudno je porównywać.
      Zarówno w filmie, jak i w książce, jest bardzo wiele nawiązań do "Dumy i uprzedzenia" Jane Austen, której zrealizowana przez BBC ekranizacja była ulubionym filmem tytułowej bohaterki powieści. W filmie "Dziennik Bridget Jones" nie pokazano jej fascynacji filmem i aktorami z oczywistego powodu - Colin Firth odgrywający Darcy'ego w "Dumie i uprzedzeniu" grał główną rolę również w "Dzienniku Bridget Jones". Jednakże mimo to można zauważyć wiele analogii do dzieła Jane Austen. W filmie są to takie momenty, jak opowieść Daniela, który mówi o swoich stosunkach z Darcym obracając całkowicie sytuację, tak aby zdyskredytować Marka, co jest podobne do działania Wickama z "Dumy i uprzedzenia". Zarówno w książce, jak i w filmie, można zaobserwować początkową niechęć Bridget do Darcyego, spowodowaną dziwną wyższością okazywaną przez bohatera - co zdarzyło się również bohaterom powieści Jane Austen. W ekranizacji nie pokazano, moim zdaniem, dość ważnego fragmentu powieści, który w bardzo duży sposób nawiązywał do "Dumy i uprzedzenia", czyli momenty, w którym Mark Darcy pomaga rodzinie Bridget, poprzez wyciągnięcie z kłopotów jej matki i pomoc w uniknięciu przez nią opinii złodziejki - podobna sytuacja miała miejsce w dziele Austin, gdzie chodziło o siostrę Elisabeth. Analogią również w obu przypadkach był sposób, w jaki pan Darcy wyznał miłość Bridget - z wytknięciem jej wad i argumentów przeciw ich związkowi.
     Rzeczą, która o wiele bardziej podobała mi się w filmie niż w książce był sposób pokazania relacji między Bridget a resztą bohaterów. Postacie Marka i Daniela stały się żywsze, dzięki pokazaniu ich relacji z bohaterką, ich rozmów. Ogólnie postacie występujące w książce zostały przedstawione w inny sposób - zarówno drugi szef Bridget, jak i jej matka, byli mniej szaleni, a w przypadku tej drugiej również bardziej wrażliwa niż w książce. Relacje bohaterki z przyjaciółmi były może rzadziej pokazywane iż w książce, ale za to wydawały się być głębsze (pominięto praktycznie wszystkie feministyczne wywody). Zmienienie różnych scen i nadanie głębszego charakteru postaciom sprawia, że film jest równocześnie ciekawy i lekki, a nawet zaskakujący, nie tak jak zazwyczaj komedie romantyczne.
     Sama główna bohaterka została w filmie pokazana jako mniej zmienna, zakręcona, ale również potrafiąca się postawić i walczyć o swoje. Uważam, że film dzięki zmianom wprowadzonym przez scenarzystę stał się ciekawszą opowieścią niż książka, ale jednocześnie bardzo różną od pierwowzoru.


"Bardzo mi się podoba ta zimowa zima i przypomnienie, że jesteśmy zdani na łaskę żywiołów i nie powinniśmy się zmuszać do intelektualnego wyrafinowania ani pracy, tylko siedzieć w cieple i oglądać telewizję."
Helen Fielding "Dziennik Bridget Jones"

wtorek, 12 stycznia 2016

Lektury szkolne nie są takie straszne #1. "Dziadów" część II

Witam!
     Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami wspaniałym podsumowaniem wiedzy, którą powinniście wynieść z części drugiej "Dziadów" Adama Mickiewicza.
     Słysząc o tym dziele uczniowie najczęściej narzekają, że nie wiadomo o co chodzi, że po co to czytać, że i tak nic nie zrozumieją. Moja pierwsza rada - nie rozumiesz lektury, przeczytaj opracowanie.
     Przy omawianiu "Dziadów" części wszyscy dookoła pytali mnie, skąd wiem o co w ogóle chodzi, jakie są powiązania i gdzie szukać fragmentów. Odpowiedź jest prosta - przeczytałam streszczenie, żeby znać fabułę, następnie dramat, ponieważ jako wzrokowiec mam łatwość zapamiętywania napisanego tekstu. Zapoznając się z tekstem "Dziadów" konfrontowałam to, co przeczytałam w streszczeniu i opracowaniu, z tym, co wyniosłam z treści dramatu. Polecam tę metodę wszystkim, którym zależy na zrozumieniu i zapamiętaniu sensu tych utworów.
      Cykl dramatów poprzedza ballada "Upiór" opowiadająca historię nieszczęśliwej miłości mężczyzny do kobiety, która wybrała innego, dlatego że był bogatszy. Zrozpaczony bohater utworu popełnia samobójstwo i staje się upiorem, ponieważ wg. wierzeń Słowian samobójca nie miał wstępu do nieba i musiał się błąkać po świecie ponownie przeżywając tragedię, z powodu której popełnił ten śmiertelny grzech. Ballada ukazuje wierzenia ludu o przenikaniu się dwóch światów - żywych i umarłych.
     "Dziady" część  II jest całkowicie inspirowana wierzeniami ludowymi. Romantycy w swojej twórczości bardzo często sięgali do ludowości, która ich pociągała swoim mistycyzmem i nadnaturalnością. Ten dramat opisuje obrzęd dziadów urządzany przez gawiedź w Dniu Zadusznym, czyli 2 listopada. Miał on na celu zwołanie duchów, którym ludzie mogli pomóc, a które w zamian za to dawały im rady, dzieląc się własnym doświadczeniem.  Całemu obrzędowi przewodził Guślarz, który za pomocą swoich zaklęć mógł przywoływać dusze z zaświatów i sprawować nad nimi pewną kontrolę.
     Opisany w dramacie obrzęd odbywa się w cmentarnej kaplicy, gdzie mieszkańcy gromadzą się wokół trumny. Kaplica jest miejscem świętym, gdzie złe duchy wejść nie mogą - dlatego najcięższe z przywoływanych przez Guślarza duchów rozmawiają z ludem przez okno.
     Pierwszymi duchami pojawiającymi się na wezwanie Guślarza są Józio i Rózia - małe dzieci w postaci aniołków, zwane duchami lekkimi. Józio opowiada ludowi, że chociaż wciąż mogą się bawić, niczego im nie brakuje, to jednak nie mogą wejść do nieba, co jest spowodowane tym, że nigdy nie zaznały goryczy w życiu. Dzieci proszą o ziarenka gorczycy, które lud daje im chętnie. Zanim znikają odprawione zaklęciem Guślarza, przestrzegają zgromadzonych, że osoba, która na ziemi nie przeżywała gorszych dni, nie było jej nigdy źle, nie będzie mogła wejść do nieba.
     Gdy nadchodzi "straszna północ", czas przybywania najcięższych duchów, pojawia się Widmo Złego Pana. za życia ten człowiek był właścicielem wsi, zmarł przed trzema laty. Został skazany na wieczny głód i pragnienie, ponieważ był okrutny dla swoich poddanych. Jego grzech jest tak wielki, że nie może wejść do kaplicy i rozmawia z Guślarzem przez okno. Prosi zgromadzonych o napój i pożywienie, jednak nie jest mu dane zjeść podarunku, gdyż nadlatują ptaki, symbolizujące jego poddanych, których "pomorzył głodem". Sowy, puchacze i kruki wyrywają posiłek byłemu panu, a gdy już nie mają czego zabrać, szarpią jego ciało. Po tym akcie przemocy opowiadają historię okrucieństwa Złego Pana.
     Kruk mówi, jak to za życia był biedakiem. Pewnego dnia przybył głodny i wycieńczony do sadu pana i zerwał parę jabłek. Został jednak złapany przez ogrodnika. Później dziedzic rozkazał wychłostać chłopaka, który nie przeżył kary i umarł w męczarniach.
     Następną historię opowiada Sowa, która za życia była ubogą wdową. Opiekowała się dzieckiem i chorą matką. Jako że nie miała pieniędzy na życie, udała się do pana po pomoc w wigilijny wieczór. Bezlitosny dziedzic kazał wyrzucić ją za bramę. Nie mogąc znaleźć w śnieżną noc noclegu zamarzła gdzieś na drodze.
     Grzechy Złego Pana są zbyt ciężkie, żeby lud mógł mu pomóc. Duch jest skazany na wieczną pokutę. Gdy odchodzi poucza zgromadzonych, że kto za życia nie zachowywał się jak człowiek, nie pomagał, nie współczuł, ten nie będzie mógł po śmierci otrzymać pomocy w przejściu do nieba.
      Następnym duchem, jest duch Zosi, która zmarła w wieku dziewiętnastu lat. Jest ona duchem pośrednim, czyli takim, który żył wśród ludzi, ale nie był użyteczny dla bliźnich. Za życia dziewczyna była pięknością, jednak nie chciała wyjść za mąż, a z zakochanych w niej chłopców sobie drwiła. Nie zaznała przez to w swoim życiu ani troski, ani prawdziwego szczęścia, przez co pozostała po śmierci zawieszona między niebem a ziemią, nie należąc jednak do żadnego świata, gnana podmuchami wiatru. Dręczą ją samotność i nuda. Prosi chłopców, aby pomogli jej dotknąć ziemi i poczuć stałość tego świata. Mimo chęci nie udaje im się jej złapać, żeby sprowadzić na ziemię.
     Posiadający dar proroczy Guślarz przepowiada Zosi, że teraz nie otrzyma pomocy, ale jej pokuta będzie trwała jeszcze tylko dwa lata, po których dostanie się do nieba. Zanim dziewczyna znika, zostawia przestrogę dla ludu, mówiąc, że: "Kto nie dotknie ziemi ni razu,/ Ten nigdy nie może być w niebie!".
     Gdy pieje kogut Guślarz postanawia zakończyć obrzęd. Niespodziewanie pojawia się, nie wzywane przez nikogo, milczące Widmo, które nie reaguje na zaklęcia, jedynie spogląda na pogrążoną w żałobie Pasterkę, która również nie zdradza nikomu swoich relacji ze zjawą. Guślarz każe wyprowadzić dziewczynę z kaplicy, a Widmo podąża jej śladem. Na tym kończą się wydarzenia części II.
     Mam nadzieję, że mój opis jest zrozumiały i pomoże w zrozumieniu tej lektury chociaż jednej osobie.


wtorek, 5 stycznia 2016

Dlaczego nie można mieć obu?

Witam.
     Ostatnio coraz częściej widać w książkach motyw, niezdecydowanej dziewczyny, która jest zakochana w dwóch facetach na raz. Nie wie, którego wybrać, więc w ostateczności miota się między jednym a drugim raniąc obu, a najbardziej samą siebie. Widać to w seriach takich jak "Zmierzch", "Igrzyska Śmierci", "Dom Nocy" i wiele innych. Jednymi z książek tego typu jest cykl "Selekcja" Kiery Cass, której recenzję niedawno napisałam.

Po niewątpliwym sukcesie "Igrzysk śmierci" wiele osób kreowało świat w swoich powieściach w podobny sposób. To samo dzieje się w tej serii.
Pierwsza książka pt. "Rywalki" opisuje nam bardziej scenerię opowieści - ludzie żyjący na różnych poziomach społecznych, nie mogący zmienić swojego stanu. Główna bohaterka pochodzi ze środkowej klasy - nie głoduje, ale też nie je do syta. Powieść opisuje sposób, w jaki książęta wybierają swoje małżonki, przyszłe królowe. Dziewczęta, pragnące mieć szansę na małżeństwo z księciem, wysyłają swoje zgłoszenia do pałacu. Tam losowane jest 35 kandydatek, które mieszkają w zamku wraz z księciem, który poznając je wybiera swoją przyszłą towarzyszkę życia. Żeby nie było nudno, pałac jest często atakowany przez rebeliantów.
Mimo że fabuła jest dość przewidywalna, a główna bohaterka przeżywa rozterki miłosne "Aspen czy Maxon", czego nie lubię (Kobieto! Mówisz jedno, robisz drugie, oszukujesz obu, a potem się dziwisz!), to książkę bardzo miło i szybko mi się czytało. Książę jest postacią, która od początku zdobyła moje serce - miły, troskliwy, wybaczający, nieśmiały. Nawet jeśli denerwowała mnie głowna bohaterka, to czytałam dalej dla tego jednego bohatera.
Jeżeli ktoś szuka lekkiej książki, momentami humorystycznej i romantycznej, ale również posiadającej lekki dreszczyk emocji, to polecam tę pozycję.


wtorek, 22 grudnia 2015

Bo rozłąka zawsze boli.

Witam.
    W dzisiejszym poście chciałabym opisać serię napisaną przez Ann Brashares pt. 'Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów"
    Pierwszy raz czytałyśmy te książki z przyjaciółkami pod koniec podstawówki. Ostatnio jednak przeczytałam ją na nowo. Mimo tego, że zauważyłam parę dziwnych sytuacji, na które wcześniej nie zwracałam uwagi, historia podobała mi się prawie tak samo.
    Seria opowiada o czterech przyjaciółkach: Carmen, Lenie, Tibby i Bridget, które mają spędzić osobno wakacje po raz pierwszy. Jest to dla nich duże przeżycie, ponieważ dotychczas były nierozłączne. Gdy znajdują dżinsy, które na każdą z nich idealnie pasują, zaczynają wierzyć w ich magię. Spodnie stają się łącznikiem między dziewczynami, pomagają im przetrwać rozłąkę.
    Bohaterki przeżywają dużo przygód, przeplata się tam miłość, przyjaźń, śmierć. Książki opowiadają o kolejnych wakacjach w ich życiu i zmianach, które przechodzą.. Powieść w bardzo przystępny sposób pokazuje codzienne problemy i życie nastolatków.
    Uważam, że ta seria jest godna polecenia, ponieważ porusza ważne kwestie dla młodego człowieka. Pokazuje, jak wielkie znaczenie ma przyjaźń i ludzie nas otaczający. Daje do zrozumienia, że mimo problemów i tego, iż czasem nie wiemy jak z nich wybrnąć, mimo głupstw które popełniamy zawsze znajdzie się jakieś wyjście z sytuacji i uda się wszystko naprawić.


"Kiedy pamiętasz o tym że, masz zapomnieć, to znaczy, że jeszcze wspominasz. Dopiero gdy całkiem zapomnisz o zapominaniu, to zapomniałaś na prawdę."
Ann Brashares "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów"

wtorek, 15 grudnia 2015

Bo przyjaźń to pewien rodzaj miłości.

Witam.
Przyjaźń jest jedną z najpiękniejszych relacji łączących dwoje ludzi. Ale jak często potrafi ona trwać całe życie? Ludzie zbyt szybko odpuszczają, przestaje im zależeć. Gdy ktoś wspomni imię ich najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, często nawet nie potrafią sobie przypomnieć, o kim jest mowa. Osobiście będę się starała, żeby moje przyjaźnie, zwłaszcza te z najmłodszych lat, przetrwały jak najdłużej. Chcę wraz z moją przyjaciółką bawić dzieci. Pragnę żeby osoby, które są dla mnie ważne teraz, były takie przez resztę życia i towarzyszyły mi w jego kolejnych etapach.
Kontakt z ludźmi, którzy znają nas od małego, może być bardzo pomocny przy podejmowaniu życiowych decyzji, czy też po prostu może pomóc w przetrwaniu. Przyjaciele są ludźmi, którzy słuchają nas, pomagają nam i są z nami nawet gdy popełniamy błędy. Nigdy nie powinno się zapominać o ludziach, którzy przez długi czas byli dla nas ważni.
Ten post zawiera recenzję książki Cecelii Ahern pt. "Love, Rosie" (wcześniej "Na końcu tęczy"), która opowiada o przyjaźni, która trwała latami.

Książka epistolarna, co nie wszystkim może przypaść do gustu. Na początku trudno się przyzwyczaić do tego, że wszystkiego dowiadujemy się z listów, czatów, e-maili. Ale nie warto się zrażać - gdy zagłębiamy się coraz bardziej w opowieść, wynagradza nam ona początkowe niewygody, których później nie dostrzegamy.
Historia opowiada o dwojgu przyjaciół, którzy znają się od małego - Rosie i Alexie. Dorastają razem, a gdy chłopak wyjeżdża z rodzicami do Dublina, cierpią z powodu rozłąki. Mimo wszystko postanawiają, że nic nie zrujnuje ich przyjaźni i cały czas utrzymują ze sobą kontakt, dzieląc się fragmentami swojego życia. Każde z nich przeżywa inne trudności, stawia czoło różnym problemom i stara się spełniać swoje marzenia.
Powieść zmuszająca do refleksji nad tym, jak każda decyzja wpływa na nasze życie i tym, że warto utrzymywać kontakty z ludźmi, na których nam zależy. Pokazuje jak jedna decyzja ma wpływ na całe nasze życie, ale również, że nie ma takiego błędu, który zniweczyłby nasze szanse na szczęście. Miejscami książka bawi do łez, ale potrafi również wzruszać. Uważam, że jest świetnie napisana i polecam ją każdemu, kto chce się rozerwać przy lekkiej i swobodnej lekturze.


"Można uciekać i uciekać w nieskończoność, ale prawda jest taka, że wszędzie gdzie się zatrzymasz dopadnie cię twoje życie."
Cecelia Ahern "Love, Rosie"