środa, 21 października 2015

"Brzydula!", czyli jaki komplement dla dziewczyny.

Witam.
     Czy tylko ja bardzo nie lubię oglądać filmów opartych na książkach, które przeczytałam? Kiedy skończę jakąś powieść, to staram się nie oglądać jej kinowych wersji. Dlaczego? Ponieważ zwykle rozczarowują mnie one pomijając pewne fakty, czy też zmieniając różne zdarzenia. Jest bardzo niewiele filmów, które obejrzałam przed przeczytaniem książki. Jednym z nich był "Trzy metry nad niebem", o którym będzie dzisiejszy post. Recenzje książki napisałam w kwietniu tego roku, film obejrzałam parę miesięcy wcześniej. Nie zapowiadał się dobrze, zwłaszcza, gdy pierwszą "romantyczną" sceną był okrzyk głównego bohatera, który nazywał dziewczynę brzydulą... Ale zapraszam do zapoznania się z moimi wrażeniami po przeczytaniu książki.


Najpierw obejrzałam film, dopiero potem przeczytałam książkę. Szczerze powiedziawszy pierwsza scena ekranizacji nie przypadła mi do gustu, lecz w miarę oglądania coraz bardziej przekonywałam się do tej produkcji, a po skończeniu go płakałam jak bóbr narzekając na całą fabułę, która potrafiła mnie tak roztkliwić. Od razu zapisałam książkę na mojej liście „do przeczytania”.
Pierwszy rozdział książki za mną, a ja byłam tak załamana, że poważnie myślałam, czy jest sens kontynuować. Ale przypomniałam sobie, jak było z filmem i brnęłam dalej. Muszę szczerze przyznać, że gdybym nie obejrzała wcześniej ekranizacji, to chyba bym nie dotrwała do końca powieści. Oczywiści zakończenie wywołało u mnie podobne emocje, mniejsze, ponieważ wiedziałam, co się stanie, ale wciąż były, gdyż czytałam opisy reakcji postaci na wydarzenia. Co się stało na końcu, nie powiem, żeby nie zdradzić wam wszystkiego ;-) . Plusem tej książki jest fabuła, ale tylko wtedy, jeżeli ktoś lubi historie miłosne bądź jest tak samo niepoprawnym romantykiem/ romantyczką jak ja. Tyle potrafiłam zanotować jedynie, na plus tej książce. Już po pierwszym rozdziale rzucają się w oczy takie rzeczy, jak przywiązywanie wielkiej uwagi do marek (serio, musiałam chwilę pomyśleć o czym autor pisze wymieniając, że chłopak ubrany był w levisy, adidasy i stał obok vespy ;_; ), przeskoki w rozmowach takie, że trudno się połapać, kto komu co opowiada, ogólnie panujący chaos w narracji. Przemiany psychologiczne bohaterów są dziecinne, tak samo jak język w pewnych momentach. Momentem kulminacyjnym mojego niedowierzania w styl tej książki, był fragment: „ Babi siada naprzeciwko matki. Przychodzi Daniela i zajmuje miejsce obok. Babi nalewa sobie kawy, potem mleka i wsypuje trochę słodzika. Daniela też nalewa sobie kawy, potem mleka, ale dodaje cukier trzcinowy. Każda ma swoje przyzwyczajenia, swoje miejsce, swoją filiżankę.”. W pewnym momencie nawet zastanawiałam się, czy to z moim tłumaczeniem nie jest przypadkiem coś nie tak, aczkolwiek w internecie znalazłam tylko takie...
Być może to, że ta książka nie spełniła moich oczekiwań, jest wynikiem emocji wywołanych przez film, aczkolwiek błędy językowe są namacalne. Zdziwiły mnie również opisy realiów, tego co się dzieje wśród młodzieży włoskiej, gdzie dziewczyna jest okryta hańbą, gdy chłopak zobaczy w jej ręce tampon.
Reasumując powyższe rozważania, jeżeli ktoś chce poznać historię opisaną przez Federico Moccia, lepiej niech obejrzy film.


 "Jednego jest pewny. Tamten nie może jej kochać tak jak on, nie może jej wielbić w taki sposób, nie jest w stanie dostrzec jej wdzięcznych ruchów ani tych szczególnych znaczków na jej twarzy. Jakby to tylko jemu było dane widzieć prawdziwy kolor jej oczu i poznawać smak jej pocałunków. Nikt nigdy nie potrafi zobaczyć w niej tego, co widziałem ja, myśli: Tamten najmniej. Tamten realny, surowy, niepotrzebny, materialny. Tak go postrzega, niezdolnego by ją kochać, pożądającego tylko jej ciała, niebędącego w stanie zobaczyć jej prawdziwej, zrozumieć, docenić. Tamten nie będzie się cieszył z jej uroczych kaprysów. Nie pokocha jej małej rączki jej poobgryzanych paznokci, jej stóp tłuściutkich, tego drobnego piętna ukrytego, choć nie tak bardzo. Może nawet je dostrzeże, ale na pewno nie pokocha. Na pewno nie w ten sposób."
Federico Moccia "Trzy metry nad niebem" ("Tre metri sopra el cielo")

środa, 14 października 2015

Perwersyjny seks i straszny autor.

Witam.
    Dzisiejszy post będzie dotyczył popularnej nie tak dawno serii napisanej przez panią E. L. James. Recenzję tej książki napisałam na początku tego roku:

Książka, która ostatnio wzbudza wiele kontrowersji i sprzecznych opinii czytelników. Przeczytałam całą trylogię bardzo szybko, gdyż jest napisana bardzo prostym językiem. Ale sposób w jaki ten język jest używany... Autorka nie zważa na to, gdzie znajduje się jej bohaterka – potrafi w jednym akapicie opowiadać o tym, jak to Anastasia rozmawia z sekretarką, żeby w następnym zdaniu napisać, że dziewczyna weszła do sypialni w swoim własnym mieszkaniu. Co z tego, że przed sekundą znajdowała się na drugim końcu miasta?
Jak wielu internautów wytknęło pani James, główna bohaterka co chwile powtarza te same zdania, wzdycha i się czerwieni. Podniecający a nawet "niesamowicie podniecający" Grey dotyka ją "tam na dole". Anastasia opowiada o stosunku oraz o swoich narządach, jakby była skrępowaną pięciolatką. Ogólnie styl i sposób, w jaki autorka napisała tą książkę woła o pomstę do nieba...
Jednak przeczytałam wszystkie trzy części od początku do końca. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – postacie. To, w jaki sposób pisarka pokazała zawiłości w psychice Christiana i relację między Greyem a Anastasią, sprawiło, że chciałam się dowiedzieć więcej o ich losach i poznać ich lepiej. Moim zdaniem postacie zostały wykreowane w bardzo dobry sposób, może były monotematyczne i oboje zdawali się być nimfomanami, to w rozmowach pomiędzy nimi, w ich relacjach, zachowaniach i stosunku do siebie nawzajem, znalazłam większy sens (mam tylko nadzieję, że on naprawdę tam jest   ;-) ).


     W czerwcu za namową koleżanek obejrzałyśmy film. Ogólnie nie lubię filmów na podstawie książek, ponieważ nigdy nie pokazują tego samego, nie ujmują wszystkiego, co chciałabym. Jednak ta ekranizacja przeszła samą siebie. Trudno było odnaleźć tę fabułę (już w książce ciężką do zauważenia) jeśli nie czytało się powieści. Film praktycznie był zlepkiem sytuacji. Relacje Christiana i Any były bardzo powierzchowne, skoncentrowane na popędzie.
     Nie mogę całkowicie skrytykować filmu. Były sceny, które mi się podobały. A już na pewno nie mogę powiedzieć złego słowa o ścieżce dźwiękowej - piosenki napisane do filmu w większości przypadły mi do gustu.
     Ostatecznie ciężko mi stwierdzić, co mam sądzić o tym filmie. Kobieta znalazła temat, który zainteresował masę ludzi, więc ma własny sposób na sukces. Nie powiem, żeby jej dzieło było piękne czy chociaż dobrze napisane, aczkolwiek można odnaleźć przyjemność czytając je. Z jednej strony postacie, których kreację lubię do dziś, z drugiej bezsensowne teksty, nagłe zmiany miejsca akcji i powtarzające się sceny seksu opisywane za pomocą takich samych epitetów.
     Na koniec mała rada - jeśli udacie się do kina na to, czy też na dalsze części uważajcie: ludzie często nie mogąc się opanować, gdy na ekranie pojawiają się sceny seksu, zaczynają dość głośno chichotać, czy też szeptać teatralnie do siebie żenujące uwagi ;)

wtorek, 6 października 2015

Zawsze się szybko zniechęcałam...

Witam.
     Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć coś o mnie. A raczej o mojej jednej cesze - bardzo szybko tracę zapał i się zniechęcam. Nie oznacza to oczywiście, że w tym miejscu będę kończyć prowadzenie bloga - zbyt dobrze się do niego przygotowałam, więc jeszcze trochę pociągnie. Ale przedstawię wam tutaj dwa fragmenty opowiadań z mojego poprzedniego bloga, którym dość szybko przestałam się interesować.
     Kiedy byłam mała zaczynałam chodzić na bardzo wiele dodatkowych zajęć - taniec, tenis, wokal, gitara. Ze wszystkiego rezygnowałam dość szybko. Chociaż w końcu za drugim podejściem zostałam na gitarze, której uczyłam się dwa lata po których zrezygnowałam z powodu natłoku zajęć, i na wokalu, który ciągnę do dziś. To oznacza, że jest jednak jakaś szansa, że może mi przejdzie to, że szybko przestaję się czymś interesować.
     Piszę dość dużo opowiadań, czy też może krótkich fragmentów wyrwanych z kontekstu, jednak nie ciągnę ich dalej z braku pomysłu, często też weny. Dlatego będę je zamieszczać tutaj, zaczynając od tych, o których wspomniałam już wcześniej.
Życzę miłej lektury.



Ciemne, deszczowe chmury snuły się nad ziemią, zwiastując deszcz. Miasto Kollinwall wyglądało tak, jakby pogrążone było w żałobie. Kondukt pogrzebowy zbliżał się do cmentarza. Uroczystość obchodzona była według tradycji nad grobem. Gdy kapłan zakończył swoją część, zapytał :
          - Czy ktoś chce wygłosić mowę?
Matka mówiła płaczliwym głosem, cała rodzina łkała. Tylko dwie kobiety stojące na uboczu, mimo smutku malującego się na ich twarzach, nie płakały. Stały się przez to obiektem plotek i krzywych spojrzeń.
Po przemowie matki, jedna z kobiet podeszła nad grób i ściskając w rękach nieznany nikomu ciemny przedmiot, powiedziała szeptem: „De meno caneay, me ra kona koloro*” i wrzuciła trzymaną rzecz do ziemi.
Gdy wróciła do swojej towarzyszki, ceremonia została kontynuowana. Pogrążeni w żalu żałobnicy nie zauważyli, że te dwie postacie zniknęły. Nikt nie widział także, że ciemny przedmiot zdematerializował się razem z nimi.

* Co ciągle niszczy, niech raz zbuduje.








- Jestem padnięta! - krzyknęła Marta, rzucając na łóżko pięć siatek z zakupami. - Nigdy więcej nie zabiorę Marcina na zakupy... Nie wytrzymam kolejny raz tego narzekania: „Kochanie, kiedy skończysz? A może pójdziemy coś zjeść? Pięknie Ci w tej bluzce, możemy już iść?”
- Ha ha ha – Ada popatrzyła kpiąco na siostrę – Dlaczegoż męczysz biedaczka w ten sposób? Inne ofiary były zajęte? - ze śmiechem uchyliła się przed rzuconym przez bliźniaczkę swetrem.
- Hej dziewczyny – ze strony drzwi dobiegł je głęboki, męski głos. Obróciły się obie jak na komendę i zobaczyły chłopaka, który uśmiechał się łobuzersko oparty o framugę – Chyba się zgubiłem, wiecie może, gdzie znajdę męski akademik? - zapytał uśmiechając się szerzej.


„A mamusia mówiła – nie ufaj nieznajomym”


* * *

Odgłos policyjnej syreny, dochodzący z terenu uczelni, sprawił, że oba akademiki wyszły, by zobaczyć kogo tym razem aresztują i za co. Adam i Marcin zrobili to samo. Gdy podeszli do radiowozu, zobaczyli zapłakaną dziewczynę, która opowiadała coś policjantowi.
- Madzia? - Adam podbiegł i objął ją, przerywając pytania funkcjonariusza – kochanie, co się dzieje?
- Proszę stąd odejść – zdenerwował się gliniarz – Muszę dokończyć przesłuchanie świadka.
- Niech on zostanie – słabo odrzekła Magda – Będę się czuła bezpieczniej.
- Dobrze – policjant skrzywił się nieznacznie. - Więc w jakim stanie zastała pani ofiary?
- Jak już mówiłam – zaczęła dziewczyna, nie zwracając uwagi na zaskoczenie Adama ani na to, że przysunął się do niej bliżej – obie były bardzo blade... białe wręcz. Marta leżała na ziemi przy drzwiach z przerażeniem na twarzy, a Ada siedziała uśmiechnięta na łóżku, kołysząc się w przód i w tył. - Magda wzięła głęboki oddech i kontynuowała – Gdy mnie zobaczyła... w drzwiach – przełknęła ślinę – zaczęła krzyczeć, a potem upadła na łóżko – łzy popłynęły jej po policzkach – Wtedy zadzwoniłam po pogotowie i policję... - ukryła twarz w koszulce Adama, który objął ją mocniej ramieniem, a na jego twarzy widać było w jak wielkim jest szoku.
Stojący nieopodal Marcin był blady jak ściana. Gdy sanitariusze wynosili Martę na noszach, podbiegł do nich i zaczął wypytywać, co z nią jest. Jeden z sanitariuszy ze smutną miną odsunął go i kazał jechać do szpitala za karetką, jeżeli chce się czegoś dowiedzieć. Widząc to, kumple chłopaka wzięli go pod ręce, usadzili na tylnym siedzeniu samochodu i pojechali za ambulansem.
Kiedy zamieszanie ucichło i radiowozy odjechały, ludzie zaczęli wracać do pokoi, rozmawiając szeptem. Magda i Adam dalej stali tam, gdzie zostawił ich policjant, mówiąc na odchodnym: „Zadzwonimy, gdy będziemy potrzebowali więcej wyjaśnień”.
- Kochanie – chłopak zaczął nieśmiało – chodźmy do pokoju. Wykąpiesz się, odpoczniesz. - gdy nie doczekał się reakcji z jej strony, wziął ją na ręce i zaniósł do swojego pokoju, wiedząc, że dziewczyna nie czułaby się dobrze, w jej pokoju, który sąsiadował z bliźniaczkami.
          Dotarłszy do pokoju przygotował Magdzie kąpiel i zostawił ją w łazience. Gdy przebrana wyszła, Adam przytulił ją i położył do łóżka. Usiadł przy niej i uspokajał łkającą cały czas Magdę, starając się sprawić, żeby zasnęła.


* * *


Gdy Łucja zobaczyła wynoszone na noszach bliźniaczki, odwróciła się i uciekła do lasu. Zwymiotowała w głębi i skuliła się w kłębek, czując jak ogarnia ją panika. W głowie układała plan ucieczki.
- Wiesz, że nie możesz – odezwał się tuż nad jej głową dobrze jej znany, aksamitny, męski głos.
Znasz go, tylko ty możesz go powstrzymać, potrzebujemy cię – dodał słodki, kobiecy. Właściciele tych głosów byli ubrani, jakby dopiero co byli na eleganckim przyjęciu. Chłopak miał na sobie czarny garnitur, a dziewczyna sukienkę do kolan w odcieniu błękitu.
- Dacie sobie radę sami – powiedziała Łucja, powoli się podnosząc. Patrząc na swoich towarzyszy poczuła lekkie ukłucie – wyglądali jak gwiazdy filmowe, a ona przy nich jak obdartus. Ubrana była w jeansy oraz bluzę dresową; obie te rzeczy były poplamione ziemią. Jej krótkie, brązowe włosy były powyginane na wszystkie strony. - Z resztą, jeśli stąd szybko nie odejdę, będą kolejne ofiary i...
- Gdziekolwiek nie pójdziesz, przyciągniesz tam śmierć, bo on i tak cie znajdzie i będzie zabijał niewinnych ludzi, żeby cie przestraszyć. - lodowato stwierdził chłopak. - Jeśli go teraz nie powstrzymamy, to nikt nigdy go nie złapie i pozostanie bezkarny.
- Siostrzyczko – odezwała się delikatniej dziewczyna. Była całkowitym przeciwieństwem Łucji – zawsze opanowana, wiedziała co powiedzieć. Również z wyglądu była inna; miała długie, blond włosy i niebieskie oczy. Chodzący ideał. - dobrze wiesz, że cię nie zostawimy. I Mateusz, i ja pójdziemy z tobą gdziekolwiek chcesz, ale uwierz nam, takie uciekanie nie ma sensu.
- Wiem Klaro – powiedziała Łucja patrząc blondynce w oczy – po prostu się boję.
- Nie masz czego – Mateusz lekko uśmiechnął się do dziewczyny – włos z głowy ci nie spadnie. Nam też – dodał, widząc jej wzrok. - Poza tym, właśnie jadą do nas posiłki w postaci Gerarda.
- Nie! - krzyknęła Łucja ze strachem wymalowanym na twarzy. - Po co go w to wciągnąłeś?! - dodała po chwili – Nie chciałam go narażać.
- Wsiadł do samochodu, jak się tylko dowiedział, nikt z nas mu o tym nawet nie mówił – usprawiedliwiał się chłopak – Nie mam pojęcia nawet skąd o tym wie. Dzwonił tylko do mnie, ze jest w drodze i beształ mnie, że jestem wredny, że mu nie powiedziałem itd.
- Łucjo – powiedziała Klara, przytulając siostrę – ten chłopak jest w tobie na zabój zakochany, ze wzajemnością, zresztą – puściła oko – więc to było pewne, że wcześniej czy później uda mu się ciebie znaleźć. I uwierz mi – dodała uspokajająco – nic go nie przekona do powrotu do domu, zwłaszcza teraz.

wtorek, 29 września 2015

O miłości głębokiej i słodkiej.

Witam.
     Dzisiaj chciałabym wam gorąco polecić książkę Rainbow Rowell pt. "Eleonora i Park". Jest to powieść, w której zakochałam się od razu po przeczytaniu. A oto jej recenzja, za słaba jak na wspaniałość tej opowieści:

Czy jest tutaj jakaś romantyczna dusza? Osoba spragniona opowieści poruszającej serce? Dziewczyna czekająca na księcia z bajki? Jeżeli tak,to jest to dla tej osoby idealna książka!
Sama jestem, co wielokrotne podkreślam, nieuleczalną romantyczką, więc każdej bratniej duszy w tym względzie polecam tę książkę. Pierwszą rzeczą, która przychodzi mi na myśl o tej opowieści, jest fakt, że jest ona bardzo słodka. Chyba nigdy wcześniej nie przeczytałam książki, która wydawałaby mi się tak urocza. Nie można powiedzieć, że znajomość bohaterów zaczyna się idealnie. Trudno też stwierdzić, by byli oni postaciami, którym niczego nie brak, czy też ideałami książkowymi. Wręcz przeciwnie.
Eleonora ma bardzo trudną sytuację w domu. Nie jest lubiana przez rówieśników - już pierwszy dzień w szkole wydaje jej się być najgorszym koszmarem. Jest bardzo cicha, zamknięta w sobie, czemu trudno się dziwić czytając o tym, co przeszła. Park jest za to zwykłym chłopakiem - nie bardzo popularnym, wolącym się nie wychylać, żeby nie zostać wyśmianym przez kolegów. Stara się wtapiać w tłum. Jego rodzice są bardzo wymagający.
Na początku książki nic nie zwiastuje, że te dwie osoby w ogóle kiedykolwiek nawiążą jakieś relacje. Powieść nie jest przewidywalna, pokazuje wiele problemów, których zazwyczaj nie ma w typowych książkach dla nastolatek. Gorąco polecam ją każdemu, gdyż jest nietuzinkowa i bardzo dobrze się ją czyta.

"Jest jedyny w swoim rodzaju - pomyślała. - I siedzi obok mnie. Wie, że spodoba mi się dana piosenka, jeszcze zanim ją usłyszę. Śmieje się, zanim dojdę do puenty. Na jego piersi jest takie miejsce, tuż pod gardłem, które sprawia, że pozwalam mu otwierać przede mną kolejne drzwi.
Jest jedyny."
Rainbow Rowell "Eleonora i Park"

wtorek, 22 września 2015

Bo imprezy czasem takie są...

 Witam. 
Dzisiaj chciałam się podzielić pewnym fragmentem, który niedawno napisałam. Pisząc go miałam nadzieję, że przestanę wciąż rozmyślać o tej sytuacji. W sumie łatwiej mi było stworzyć to na komputerze niż opowiedzieć ze szczegółami o co mi chodzi.
Jako mało towarzyska osoba rzadko wychodzę na jakieś imprezy. Jestem bardzo nieśmiała, więc nie najlepiej się na nich czuję. Aczkolwiek staram się przychodzić na spotkania klasowe, urodziny czy inne okazje. 
Opisywana w tym fragmencie impreza była urodzinami kolegi z klasy. Wybrał dość niebezpieczne miejsce do spożywania alkoholu, ponieważ siedzieliśmy na wielkich betonowych płytach porozrzucanych pod dziwnym kątem. Gdyby ktoś stracił równowagę, to nieszczęście murowane! Na całe szczęście nic nikomu się nie stało.
Wciąż mam mieszane uczucia, co do tego spotkania. Bawiłam się ogólnie dobrze tylko ten jeden moment był bardzo dziwny...
W każdym razie życzę miłej lektury.

„Co ja tu właściwie robię?” - pomyślała patrząc na uśmiechnięte twarze wokół niej. Nie znała nawet połowy gości na tej imprezie, a Ci, których kojarzyła, trzymali się w zbitych grupach, rzadko dopuszczając do siebie osoby z zewnątrz. Z resztą – po co się oszukiwać – sama i tak nie czuła się zbyt pewnie by do nich zagadać.
„Koniec z tym!” - postanowiła ruszając w stronę jednej z większych grupek. „Trzeba zwalczać nieśmiałość”. Usiadła wraz z ludźmi z równoległej klasy. Przyjęli ją od razu zagadując o zmianę fryzury. Po pewnym czasie poczuła się swobodniej, dzięki czemu nie żałowała swojej decyzji.
Gdy po jakimś czasie ludzie się wymieszali w grupkach dostrzegła siedzących niedaleko chłopców, których nie znała. Jeden z nich uśmiechnął się do niej przyjaźnie, po czym odpowiedział coś na zadane przez kolegę pytanie. Dziewczyna przemieściła się bliżej nich. Przyjęli ją entuzjastycznie do swojego grona i nalali zakrętkę wódki. Po pewnym czasie stwierdziła, że ten wieczór jednak nie jest tak zły, na jaki się zapowiadał.
Resztę imprezy spędziła w towarzystwie chłopaków, pijąc, śmiejąc się i rozmawiając z nimi. Od czasu do czasu przechadzała się wśród innych gości imprezy poznając nowych ludzi, dołączając do pogawędek lub też przypominając się starym znajomym. Była świadoma wpływu krążącego w jej organizmie alkoholu, wiedziała, że to jemu zawdzięcza większą pewność siebie, ale nie miała nic przeciwko.
Gdy słońce już zaszło, a impreza chyliła się ku końcowi zaczęła rozglądać się za solenizantem – kolegą z klasy. Nie mogąc go nigdzie znaleźć zeszła z wysokich kamieni i poszła poszukać chłopaka niżej, zastanawiając się czy przez przypadek nie wpadł do którejś z dziur wykopanych nieopodal. Błąkając się w ciemności w końcu go znalazła – siedział na studzience, a głowę trzymał na kolanach. Podeszła do niego z niepokojem pytając, jak się czuje. Usiadła obok i porozmawiała chwilę. Pożegnała się z nim wracając do reszty gości z nadzieją, że ktoś pomoże jej wyjść z lasu, gdzie miała po nią przyjechać siostra.
Dwóch chłopaków – jeden, z którym piła – zaoferowało się, że ją odprowadzi. Szli wesoło rozmawiając i szukając drogi wśród drzew. Kiedy wyszli zza drzew, dziewczyna zadzwoniła do siostry, która kazała jej chwilę poczekać. Towarzyszący jej koledzy zaoferowali, że poczekają wraz z nią.
Gdy jeden z nich się oddalił, ten drugi przybliżył się do dziewczyny i ją objął. Po chwili przysunął ją do siebie i zaczął całować. Spłoszona dziewczyna powstrzymała go i patrząc w oczy powiedziała: „Kacper, przestań, przecież my się nie znamy.”. W odpowiedzi chłopak wymówił jej imię i stwierdził, że więcej wiedzieć nie musi. Tym razem przysunął się bliżej, jedna ręką przytrzymał jej głowę, podczas gdy druga wędrowała w dół pleców, za pasek spodni... Dziewczyna odsunęła się i stanowczo powiedziała jedno słowo: „Nie”. Chłopak rzucił jej dziwne spojrzenie, ale w tej chwili zadzwonił jego telefon, więc odsunął się nieco i zaczął rozmawiać. W tym momencie z lasu wyłoniło się więcej postaci, więc nastolatka podeszła do nich, chcąc się znaleźć w pewnej odległości od kolegi. Jej umysł był zamroczony alkoholem, jednak była pewna, że nie chciała całować się z osobą, którą znała dwie godziny. Po chwili przyjechała siostra dziewczyny, więc ta pożegnała się z wszystkimi. Podchodząc do Adriana uśmiechnęła się nieśmiało i objęła go na pożegnanie. Nie potrafiła odczytać wyrazu jego twarzy, gdy szła do samochodu.
Po powrocie do domu stwierdziła, że gdyby nie alkohol, którego działanie wciąż odczuwała, to zapewne spanikowana uciekłaby od chłopaka. Analizując na trzeźwo tamtą sytuację miała mieszane uczucia – do niczego na szczęście nie doszło, ale napastliwość chłopaka trochę ją przeraziła.

poniedziałek, 14 września 2015

Klasyka.

Witam.
Dzisiaj przedstawię recenzję książki uznawanej za klasykę literatury polskiej. Chyba nie ma w naszym kraju osoby, która by nie słyszała o Henryku Sienkiewiczu i jego Trylogii. Jako że sama zaczęłam się interesować klasyka literatury zarówno polskiej jak i zagranicznej, to sięgnęłam po tę pozycję. Mam nadzieję, że przekonam wiele sceptycznie nastawionych osób, że twórczość Sienkiewicza jest warta poznania.


"Ogniem i mieczem" Henryk Sienkiewicz
Brzmi jak nuda, lektura szkolna, coś co trzeba przeczytać „na odwal się” byleby się nauczyciel „nie czepiał”? Niekoniecznie. Przyznaję, że ciężko mi było przebrnąć przez sposób pisania Sienkiewicza i jego obszerne opisy, ale było warto. Miałam motywację – obejrzany wcześniej film i słowa mojej siostry, która uważa, że są to bardzo fajne książki. Pomyślałam – co mi szkodzi? - i wzięłam się do czytania.
Będę szczera, za pierwszym razem utknęłam w około 10 rozdziale „Ogniem i mieczem” i dalej nie poszłam... Dopiero przy drugim podejściu udało mi się przeczytać w całości. Pierwsza część trylogii prezentuje historię młodego szlachcica, Skrzetuskiego, uwielbianego przez swojego wasala, księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Zapewne każdy, kto oglądał film, kojarzy tego młodzieńca, ale zna również Bohuna, jego rywala w miłości do młodej kniaziówny Heleny. Już w filmie młody kozak wydał mi się ciekawszą postacią niż rycerz książęcy. Był to jeden z powodów dla którego trwałam w czytaniu – chciałam dojść do fragmentów o Bohunie, jego pogoni za Heleną i szaleńczej wręcz miłości. Kolejnym powodem było to, że w pewnym momencie książki większą rolę zaczyna odgrywać pan Zagłoba, który jest postacią bardzo charyzmatyczną, pomysłową i ciekawą, władającą „ciętym dowcipem” i umiejącą wybrnąć z każdej trudnej sytuacji. Postać ta nadaje humoru całej książce napisanej przez Sienkiewicza.
Powieść w bardzo ciekawy sposób prezentuje również historię Powstania Chmielnickiego. Poznajemy każdego z historycznych bohaterów dokładnie, zaczynamy rozumieć ich działania, pobudki. Dzięki powieści można nauczyć się bardzo wiele o dziejach naszego narodu.
Polecam ją każdemu, kto pragnie zapoznać się z historią naszego państwa oraz tym, którzy po prostu poszukują ciekawego romansu z wartką akcją.

                                     

 "- Nie, nie! Kiedy my Bar brali, ja pierwszy wpadł do klasztoru, by jej przed pijanicami bronić i łeb strzaskać każdemu, kto by się jej dotknął, a ona się nożem pchnęła - i teraz o bożym świecie nie wie. Dotknę jej ręką, to się znów pchnie albo do rzeki skoczy, nie upilnujesz nieszczęsny!
- Ty w duszu Lach, nie Kozak, kiedy po kozacku nie chcesz dziewczyny zniewolić...
- Żeby ja był Lach! - zawołał Bohun - żeby ja był Lach!
I za czapkę obu rękoma się chwycił, bo jego samego ból chwycił.
- Musiała cię urzec ta Laszka - mruknęła Horpyna.
- Ej, chyba urzekła! - odrzekł żałośnie. - Niechby mnie pierwsza kula nie minęła, niechbym na palu sobacze życie skończył... Jednej ja chcę na świecie i ta jedna mnie nie chce!
- Durny! - zawołała z gniewem Horpyna - toć ty ją masz!
- Stulże ty pysk! - zawołał z wściekłością Kozak. - A jak się ona zabije, to co? ciebie rozerwę, siebie rozerwę, łeb o kamień rozbiję, ludzi będę gryzł jak pies! Ja by duszę za nią oddał, sławę kozacką oddał, uciekłby za Jarholik hen! od pułków za świat, aby z nią żyć, przy niej zdychać... Ot co! A ona się nożem pchnęła. I przez kogo? Przeze mnie! Nożem się pchnęła! słyszysz?"
Henryk Sienkiewicz "Ogniem i mieczem"

wtorek, 1 września 2015

Powrót do normalności.

Witam!
     Dzisiaj jest 1 września. Chyba każdemu ten dzień kojarzy się z jednym - powrotem do szkoły po dwu miesięcznych wakacjach. Innym może kojarzyć się jeszcze z czymś innym - jest to rocznica wybuchu II wojny światowej. W tym poście skupię się jednak na tym, że ta data oznacza powrót do szkoły.
     Kiedy byłam młodsza, na pytanie o ulubionego pisarza odpowiadałam: "Małgorzata Karolina Piekarska". Dlaczego? Ze względu na książki "Klasa pani Czajki" oraz jej kontynuację pt. "LOteria". Zaczytywałam się w nie z wielką przyjemnością a dzisiaj powróciłam do nich i jednocześnie przeniosłam się w czasie.
    Powieści opowiadają o codziennym życiu nastolatków, którzy w pierwszej części spotykają się w gimnazjum. Druga książka opowiada ich dalsze perypetie związane z uczęszczaniem do szkoły średniej.
    Autorka piszę książkę w formie zbioru krótkich opowiadań z całych trzech lat. Porusza w niej bardzo istotne sprawy dla młodego człowieka. Pokazuje wiele problemów wieku dorastania, np. brak akceptacji ze strony klasy, pierwsze związki, kłamstwa, trudne sytuacje w rodzinie.
     Moim zdaniem powieść ta jest bardzo pomocna przy wkraczaniu w wiek dojrzewania. Pokazuje nastolatkowi, że inni tez miewają podobne dylematy, problemy czy też sytuacje. Pomaga spojrzeć z odpowiedniej perspektywy na wiele spraw. Polecam ją każdemu nastolatkowi, jak również starszym, którzy chcą się cofnąć w czasie do wieku nastoletniego.


"Dopiero pod koniec drugiego dania Maciek ośmielił się znowu odezwać:
- Azaliż, waćpanna, nie gniewasz się?
- A zaliż ten talerz i zamknij się wreszcie - warknęła Kamila, a po chwili dodała: - Cny rycerzu.
Cała trójka ryknęła śmiechem"
Małgorzata Karolina Piekarska "Klasa pani Czajki"