środa, 7 września 2016

Przemyślenia ze słonecznego Korfu.

     Mając ogrom czasu, podczas którego głównie się siedzi i kontempluje rzeczywistość, można zauważyć ciekawe rzeczy i dojść czasem do zaskakujących wniosków. Barman z plaży może okazać się sympatyczny, a nie tylko przerażający swoją bezpośredniością. Kelner z hotelu nagle przeistacza się w "tego jedynego", "miłość na całe życie" - niestety jednostronną i niepopartą żadną znajomością charakteru. Czas, mimo szczerych chęci, wciąż pogania, chociaż nie ma się gdzie spieszyć! Uciekanie od rzeczywistości wcale nie uwalnia od stresu. Nic nie jest takim, jakim wydawało się na początku...
     Są takie dni, kiedy człowiek zostaje zmuszony do pozostania sam ze sobą, swoimi myślami, wyrzutami, nadziejami i marzeniami - nie zawsze podoba mu się to, co widzi. Takie refleksje naszły mnie podczas kolejnego popołudnia spędzonego na basenie, na zmianę opalając się i chłodząc. Myślałam, że wyjazd będzie zbawieniem, odpoczynkiem od tych wszystkich ludzi i związanego z nimi stresu, ale myliłam się okropnie - okazało się, że, gdy tylko ich zabrakło, zaczęłam tęsknić tak mocno, że nie podejrzewałam siebie o to nawet w snach.
     Teoretycznie odpoczywałam całe dnie nie robiąc nic, poza leżeniem na słońcu, czytaniem książek lub okazjonalnym łapaniem internetu, w celu kontaktu z tymi, od których teoretycznie uciekłam. Jednak wciąż podskórnie miałam wrażenie, że zaraz muszę się poderwać, gdzieś pędzić przed siebie, coś zrobić, coś załatwić, pomóc, mimo że nic takiego nie miało nawet sensu! Byłam oddalona od wszystkich kilometrami, na wyspie, gdzie nikt nie mógł mnie dosięgnąć, a ja nic nie mogłam dla nikogo zrobić, jednak i tak wciąż pozostawał ten niepokój i stres...


czwartek, 25 sierpnia 2016

Czasem lepiej nie wiedzieć

    Witam!
  Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moją refleksją dotyczącą powieści Stanisława Lema pt. "Eden". Opowiada ona o wyprawie kosmicznej, której uczestnicy rozbili się na planecie nazwanej tak, jak biblijny raj.. Bohaterowie starają się zarówno zbadać planetę, jak i przywrócić swój statek do stanu używalności, aby móc wrócić na Ziemię.
  To, co zawsze urzeka mnie w Lemie, to fakt, że jego powieści toczą się tu i teraz. Autor nie potrzebuje wplatać retrospekcji, praktycznie nawet nie przedstawia nam bohaterów, pozwalając, żeby ich czyny dokładnie w tym momencie pozwoliły nam wyrobić sobie o nich opinię. Przez to poznajemy bohaterów tak, jak normalnych ludzi - widzimy ich zachowania w różnych sytuacjach, poznajemy ich opinie, które wygłaszają do pozostałych bohaterów i przez to ich poznajemy. Nie wiemy nigdy co tak naprawdę dzieje się w umysłach postaci, możemy się jedynie tego domyślać na podstawie ich czynów.
  Drugą bardzo ciekawą rzeczą jest język używany przez pisarza. Wplata on wiele epitetów i słów, które nie są powszechnie znane w tym momencie. Dla nas nawet "zaawansowane" technologie użyte w powieści momentami są już przestarzałe. Jednak właśnie ten styl i język nadaje powieściom taki lemowski charakter, coś co pozwala je odróżnić od dzieł innych autorów.
  W tej konkretnej powieści spotykamy się z bardzo ciekawym problemem, jakim jest poznawanie innej cywilizacji. Bohaterowie interpretują to, co widzą, biorąc pod uwagę realia panujące na Ziemi, a przecież mieszkańcy innej planety mają inną historię, doświadczenie, nie mówiąc już o budowie ciała i jego działaniu. Często możemy zauważyć, jak jedna z postaci, Doktor, powtarza, że nie można interpretować tego, co widzą, w taki sposób, w jaki zinterpretowaliby to na Ziemi, ponieważ nic a nic nie wiedzą o mieszkańcach Edenu, zagrożeniach ich świata, ich systemie wartości i kulturze.
  Książka bardzo dobrze obrazuje, jak często możemy wydawać mylne osądy tylko dlatego, że patrzymy na wszystko i wszystkich przez pryzmat samego siebie. Ktoś zachowuje się tak, a nie inaczej, a my oceniamy to patrząc przez pryzmat naszych uczuć i doświadczeń Nie zawsze przecież możemy stwierdzić, co ten człowiek przeżył, ani jakie wydarzenia go ukształtowały.
   Polecam tę powieść każdemu, kto chce się rozkoszować niebanalną lekturą, która także potrafi zmusić do myślenia. Jednak od razu ostrzegam - nie jest to leciutkie opowiadanie na jedno popołudnie.


czwartek, 4 sierpnia 2016

Taka ta sprawiedliwość

      Witam!
    Dzisiaj podzielę się z Wami moja opinią o filmie "Ława przysięgłych". Opowiada on historię procesu pewnej wdowy, której mąż został zastrzelony przez byłego pracownika jego firmy, przeciwko producentowi broni, który nie zwracał uwagi na to, jak i komu jest sprzedawany jego towar.
    Głównym bohaterem jest jeden z ławników Nicholas Ester, grany przez Johna Cusacka. On, wraz ze swoją partnerką Marlee, chcą wyciągnąć pieniądze od którejś ze stron procesu, twierdząc, że mogą manipulować wyrokiem ławy przysięgłych.
     Film pokazuje jak doradcy adwokatów starają się zmanipulować ławę przysięgłych. Przedstawia niedoskonałości systemu amerykańskiego prawa. Równocześnie widać jak życie ludzi powołanych jako przysięgłych może się zmienić przez ten jeden fakt.
     Oglądając film, widz nigdy nie ma pewności, jak potoczy się dalej akcja, jakie są intencję bohaterów, kto wygra proces i dlaczego. Cały czas jesteśmy trzymani w niepewności, jednocześnie akcja nas nie nudzi, co chwila dzieje się coś nowego, zaskakującego.
     Polecam serdecznie ten film, ponieważ jest bardzo interesujący, nieprzewidywalny i nie ma w nim miejsca na nudę.



czwartek, 28 lipca 2016

Co rodzina, to rodzina

     Witam!
  W dzisiejszym poście chciałabym Wam gorąco polecić film Davida Dobkina pt. "Sędzia". Sięgnęłam po niego, ponieważ zauroczył mnie od razu po obejrzeniu zwiastuna, poza ty gra tam jeden z moich ulubionych aktorów, czyli Robert Downej Jr. .
  Film opowiada historię rodziny Palmerów, skupiając się głównie na relacji ojca ze średnim synem. Głowa rodziny Palmerów, Joseph Palmer, jest szanowanym członkiem swojej małej społeczności i pełni urząd sędziego w pobliskim sądzie. W dniu pogrzebu swojej żony potrąca chłopaka na rowerze ze skutkiem śmiertelnym. Jego syn, Hank Palmer, znany adwokat bez sumienia, postanawia za wszelką cenę wybronić ojca. Relacja między mężczyznami jest bardzo napięta, przez wydarzenia z przeszłości, których nie potrafią sobie nawzajem wybaczyć.
  Historia jest bardzo ciekawa i potrafi nawet wzruszyć do łez. Pokazuje, jak ważne są relacje z rodziną, ale również jakie konsekwencje niosą ze sobą różne wydarzenia z przeszłości. Mimo że występują w niej takie typowo amerykańskie odniesienia do równości wobec prawa i tych ich ideałów, to jednak nie zmienia to całości filmu i nie wrzuca go w ten pseudo patetyczny ton, który niestety dość często można spotkać w tego typu produkcjach.
  Polecam ten film każdemu, ponieważ myślę, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Będzie tam komedia, sielanka, dramat, niewyjaśnione sprawy, jak i refleksja nad życiem rodzinnym i jego wartością.


niedziela, 17 lipca 2016

Pomysł na biznes

     Witam!
  Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami po obejrzeniu znanego filmu Tima Burtona, jakim jest "Sweeney Todd: Demoniczny Golibroda z Fleet Street". Opowiada on historię mężczyzny, który podrzynał gardła swoim klientom podczas golenia, po czym ich ciała utylizował wraz z sąsiadką w formie mięsa do słynących na cały Londyn pasztecików.
  Zacznę od obsady, do której należeli Johnny Depp i Helena Bonham Carter, aktorzy często wykorzystywani w Burtonowskich produkcjach. Jako że oboje bardzo lubię, to ich obecność była zachętą do obejrzenia tego filmu. Uśmiech szczęścia wzbudziło pojawienie się na ekranie Alana Rickmana, a moją sympatię już od pierwszej sceny zdobył Jamie Campbell Bower..
  Film osadzony w XIX-wiecznej Anglii pod względem scenografii był bardzo dobrze zrobiony, ponieważ oddawał warunki Londynu, jak i wprowadzał w nastrój tajemniczości i zbrodni. Muzycznie również mi się podobał, ponieważ byłam mile zaskoczona słysząc jak dobrze Johnny Depp odnajduje się w musicalach. Sam pomysł przedstawienia tej, bądź co bądź, makabrycznej historii w sposób dość groteskowy, robiąc z niej komedię poprzez wypowiedzi aktorów, był bardzo udany, momentami można było się pośmiać z absurdów. Jednak w całym filmie było coś, co mimo wszystko pozostawiło pewne dziwne odczucia. Możliwe, że to fakt, iż wyobrażałam sobie jedzenie ludzkiego mięsa, a to obrzydzało mnie okropnie...
  Mimo wszystko polecam to dzieło na nudne wieczory, kiedy ma się ochotę na odrobinę czarnego humoru.


poniedziałek, 4 lipca 2016

Być kobietą

     Witam!
    Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami związanymi z filmem "Pretty Woman" z 1990 roku.
    Zapewne każdy słyszał o tym filmie, gdyż jest on klasyką kinematografii. Jeżeli ktoś go dotychczas nie oglądał, to bardzo serdecznie polecam! Opowiada historię Vivian, początkującej prostytutki, której klientem niespodziewanie staje się bogaty biznesmen Edward Lewis. Wynajmuje on dziewczynę na cały tydzień, który potem staje się najlepszym tygodniem w życiu obojga.
    W filmie możemy zauważyć dwa światy - biedny, uliczny, pełen narkotyków, brudu, bójek i prostytucji oraz ten bogaty, z ludźmi ubranymi w najmodniejsze ciuchy, kobietami stworzonymi żeby błyszczeć przy swoich partnerach i mężczyznami, którzy obracają wielkimi pieniędzmi, jak drobniakami. Widzimy jak te światy się mieszają u Vivian, jak ta prosta dziewczyna potrafi zmienić bezwzględnego w interesach mężczyznę, pokazać mu inne spojrzenie na świat, praktycznie całkowicie inny świat.
    Nie jest to kolejna banalna komedia romantyczna, ponieważ ma głębie, której brakuje często dzisiejszym produkcjom. Wspaniała gra aktorska Julii Roberts i Richarda Gera też sprawia, że film staje się arcydziełem. Uważam, że każdy, kto jeszcze go nie widział, powinien jak najszybciej nadrobić zaległości.



    Moim pierwszym skojarzeniem po obejrzeniu filmu było wiele podobieństw z popularną dzisiaj sagą E.L. James, o której też tutaj pisałam. Tak samo mężczyzna chcący praktycznie wynająć kobietę w ramach usług seksualnych i towarzyskich. Zwykła kobieta zmienia rekina biznesu, to także wygląda znajomo. Myślę, że pani James w jakiś sposób wzorowała się na tej historii, nawet jeśli robiła to po prostu nieświadomie. W końcu jest to jeden z najbardziej znanych filmów na świecie.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Co tu się dzieje?

      Witam!
    Dzisiaj mam dla Was kolejne moje małe opowiadanko. Życzę przyjemnej lektury!



"     Mętlik. Miliony wspomnień, sytuacji, o których nawet nie miałam pojęcia. Jakim cudem się tu znalazłam? I gdzie w ogól znajduje się 'tu"? Co chwilę mijają mnie ludzie w białych fartuchach. Czuję zapach gumy i detergentów. Ktoś pcha łóżko, na którym leżę, do jasnego pomieszczenia. Słyszę bzyczenie żarówek spod sufitu. Ludzkie głosy, nie potrafię ich rozróżnić. Nie mogę się skupić. Raz za razem tracę świadomość.

      Budzę się. Po raz pierwszy od dawna w pełni świadoma. Rozglądam się dookoła, a raczej próbuję to robić, ale coś jest nie tak. Po chwili dochodzę do wniosku, że wciąż leżę i nie wiem, jak mam wstać. Staram się ruszyć ręką, ale w ogóle jej nie czuję. Zaczynam panikować, przyspiesza mi oddech i puls. Po chwili zmuszam się do spokoju i trzeźwego myślenia. Oceniam spokojnie swój stan. Dochodzę do wniosku, że jestem sparaliżowana, ale przez leki, a nie uraz mechaniczny. Powoli odzyskuję czucie w palcach u rąk i stóp. Z prawej strony słyszę szelest otwieranych na fotokomórkę drzwi. W polu mojego widzenia pojawia się lekarz, zaczytany w papiery. Podchodzi bliżej i spogląda na mnie z żywym zainteresowaniem, jakby oglądał jakiś obiekt poddawany eksperymentowi. Bada mnie dokładnie, co chwilę notując coś w zeszycie. Na koniec uśmiecha się z satysfakcją i wychodzi, a ja z powrotem zapadam w nicość.
      Znowu odzyskuję świadomość. Tym razem widzę nad sobą wielu lekarzy, stojących wokół mojego łóżka. Rozmawiają ze sobą w nieznanym mi języku. Staram się poruszyć palcami u rąk i nóg, tak, aby tego nie zauważyli. Zdaję sobie sprawę, że paraliż ustąpił, a ja odzyskałam władzę nad swoim ciałem. Mój mózg zaczyna pracować na wysokich obrotach, starając się wymyślić jakiś sposób na ucieczkę. Obserwuję lekarzy, którzy wyglądają, jakby naradzali się nad czymś. Kiedy odchodzą w stronę drzwi, wstaję na nogi i rozglądam się po pomieszczeniu. Jedyne co zauważam, to oślepiająca biel ścian i podłóg, po czym tracę przytomność.
      Otwieram oczy. Tym razem leżę w zupełnie innym pomieszczeniu. Podpieram się delikatnie na łokciach i rozglądam dookoła. Jestem w małym przytulnym pokoju. Wygląda znajomo, ale nie jestem w stanie określić, gdzie go widziałam. Zdaję sobie sprawę z tego, że niczego nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Mam amnezje - stwierdzam, po czym zaczynam się zastanawiać, skąd mogę znać jej objawy. Zauważam, że przy moim łóżku ktoś stoi. Zaczynam się niepokoić, ponieważ nie widziałam jak wchodził. Gdy staram się usiąść, mój gość przemawia:
   - Spokojnie. Każdy gwałtowny ruch może spowodować utratę przytomności. - jego głos jest dziwnie pusty, jakby wyprany całkowicie z emocji. - Za chwilę ktoś przyniesie ci posiłek, ale pozwól, że najpierw cię zbadam. - spojrzał na mnie czekając na przyzwolenie. Kiwam głową patrząc w jego obce, a jednak jakby znajome oliwkowe oczy. Mężczyzna bada mnie bardzo delikatnie. Po chwili wchodzi dziewczyna, może szesnastoletnia, z jedzeniem na tacy, Oboje pomagają mi usiąść wygonie, po czym odchodzą, życząc smacznego. Jem, delektując się każdym kęsem, postanawiając zadać moim opiekunom parę pytań, gdy wrócą. Kiedy kończę posiłek czuję wielkie zmęczenie, przez co zasypiam. "