środa, 24 lutego 2016

Wyobraźnia wciąż działa.

      Witam!
    Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić tekst, który napisałam około wakacji 2013 lub 2014 (nie jestem w stanie sobie dokładnie przypomnieć).




"    Adam siedział nad książkami do chemii, a jego myśli błądziły, jak zwykle, w zupełnie innym kierunku. Myślał o Niej, o tym, jaką przyszłość pragnie z Nią zbudować, o jej ambicjach i planach. Godził w swoich wyobrażeniach marzenia ich obojga. W zadumie spojrzał na telefon i zauważył nową wiadomość: "Przyjdziesz po mnie? Jestem tam, gdzie zwykle...". Zmarszczył brwi na wspomnienie ostatniego razy, gdy tam była. "Najpierw trzeba się uporać z tymi koszmarami" stwierdził w myślach. Gdy już wychodził z klatki, dostał kolejnego smsa: "ON TU JEST! KRZYCZY!". Zaniepokojony zaczął biec w stronę bloków, przy których ostatnio przesiadywała jego ukochana. Wiedział dlaczego, ale nigdy nie sądził, że to, co ona miała w głowie, może stać się rzeczywistością. Kiedy dotarł pod niewielkie wzniesienie, na którym stała Jej ulubiona ławka, usłyszał wyraźniej krzyk jakiegoś chłopaka. Nie starał się nawet rozróżniać słów, gdyż cała jego uwaga była skupiona na malującym się przed nim obrazie - Ona stała przy ławce, skulona w sobie, obejmując samą siebie rękami, a jej długie kasztanowe włosy latały wokoło jej twarzy. Znając Ją tak dobrze, Adam mógł stwierdzić, że przyjęła swoją pozycję obronną, jak zawsze, gdy przerastała ją sytuacja, w której się znalazła. Naprzeciwko niej stał wysoki nastolatek o miedzianych włosach , na którego twarzy widać było gniew. Zbliżając się do tych dwóch osób, Adam zauważył, jak oblicze Jej towarzysza zmienia się - gniew został zastąpiony na chwilę przez przerażenie, następnie pojawił się uspokajający półuśmiech, który obrazował dokładnie to, co wyrażały słowa chłopaka: "Spokojnie, nie chcę ci zrobić krzywdy". Jej oczy stały się jeszcze większe, widać w nich było strach. Każdemu ostrożnemu krokowi chłopaka w Jej stronę, towarzyszył krok w tył robiony przez dziewczynę i Jej szept: "Nie dotykaj mnie, nie zbliżaj się..".
      Nie wahając się ani chwili dłużej, Adam podbiegł do ukochanej i mocno ją objął. Ona wtuliła się w niego tak, jakby chciała się ukryć w jego ramionach. Chłopak czuł, jak Jej łzy przemaczają mu bluzkę. Gdy podniósł wzrok na nastolatka stojącego naprzeciwko, zobaczył w jego oczach zaskoczenie i dezorientacje. Adam szeptał swojej ukochanej słowa pocieszenia, ciesząc się, że może być przy niej. Po chwili, kiedy dziewczyna się uspokoiła, wziął ją za rękę i patrząc w oczy, aby wybadać jej reakcję, powoli powiedział: "Kochanie, możesz usiąść tam, na huśtawce, na chwilę?". Widząc jej przerażone spojrzenie, błądzące od niego do drugiego chłopaka, który teraz przyglądał się całej scenie z obojętnym wyrazem twarzy, Adam postarał się skupić całą uwagę dziewczyny na sobie, po czym powiedział: "Zaufaj mi", starając się wlać w te słowa wszystkie uczucia, które nim targały. Ona na dźwięk jego słów uspokoiła się, kiwnęła głową i oddaliła posłusznie. Kiedy Adam był pewien, że jego ukochana jest dość daleko, by ich nie usłyszeć, zwrócił się do chłopaka:
   - Nie chcę zostawiać jej samej w takim stanie, więc przejdę do sedna - spojrzał mu twardo w oczy - Zapewne nie przywykłeś do widywania jej takiej - szukał w głowie odpowiedniego słowa - rozbitej...
   - Na pewno nie była tak uległa. - rzucił rozmówca. - Kim ty w ogóle jesteś?
   - Kimś, kto jej nie opuści. - odpowiedział mu sucho Adam. Chłopak udawał, że nie usłyszał tych słów.
   - Co wy tu w ogóle robicie? Albo raczej, co ona tu robi?! - zapytał zamiast się odgryźć.
   - Nie zauważyłeś, że przychodzi tu prawie codziennie? - Adam obserwował, jak nastolatek nieznacznie się spina. - W jej głowie powstawały wtedy właśnie takie sytuacje: ty wychodzisz i krzyczysz. Według niej miałoby to być lepsze, niż zimna obojętność, którą teraz ją darzysz. Myślała, że zadziałałoby to, hmm... oczyszczająco - zwrócił wzrok w jej stronę - Ale chyba się myliła... - spojrzał z powrotem na swojego rozmówcę - Nie martw się, raczej już tu nie wróci.
      Chłopak, zapatrzony w huśtającą się nastolatkę, nieznacznie kiwnął głową na znak, że rozumie słowa Adama. W jego głowie panował chaos. Zastanawiał się, co się stało z tą radosną beztroską dziewczyną, którą znał i kochał. Stał pogrążony w takich myślach jeszcze długo po tym, jak Adam odprowadził swoją ukochaną do domu.



* * * 


      Siedziała wpatrzona nieobecnym wzrokiem w kubek ze swoją ulubioną gorącą czekoladą. Adam obejmował ją, przyglądając się troskliwie. Dziewczyna wspominała to, co się przed chwilą wydarzyło. Wciąż była w szoku. Przypominała sobie każdy detal. Dokładnie tak to spotkanie sobie wyobrażała, jednak nie sądziła, że on mógłby być do tego zdolny. Pamiętała do, jako spokojnego chłopaka, nigdy nie podnosił na nią głosu, nawet wtedy, gdy robiła głupoty. Jej ciałem wstrząsnęły dreszcze, kiedy przypomniała sobie pierwsze słowa chłopaka: "Co ty tu kurwa robisz? Przyszłaś dalej mnie dręczyć?!". Słyszała, że miał problemy, chodził wiecznie zdenerwowany, wpadł w złe towarzystwo. Wtedy, stojąc naprzeciwko niego, zauważyła ciemne cienie pod oczami i wyraz obrzydzenia na jego twarzy, gdy na nią spojrzał - rzeczy tak nie pasujące do obrazu chłopaka, który miała w głowie: roześmianego empatycznego nastolatka. Gdy przestał na nią krzyczeć i zdał sobie sprawę z tego, że ją wystraszył, miał zagubiony wyraz twarzy, który przypominał heh tego dawnego przyjaciela. Jednak kiedy zaczął się do niej zbliżać z uspokajająco otwartymi ramionami, dziewczyna zdała sobie sprawę, że nie chce, by ten ją dotykał. W jej umyśle wciąż żywe było wspomnienie, gdy ostatni raz ją przytulał - wbrew jej woli, kiedy miała ochotę krzyczeć i uciekać, lecz ciężar tego, co jej wtedy powiedział, był przytłaczający.

      Z rozmyślań wyrwał ją ciepły głos Adama, który z troską pytał, czy wszystko dobrze. Uśmiechnęła się do niego niepewnie i pocałowała go. Miała ochotę powiedzieć, że nic nie może być źle, gdy siedzi przy niej, ale wyszeptała tylko: "dziękuję" i wtuliła się mocniej w jego objęcia.
   - Za co dziękujesz, kochanie? - zapytał chłopak, całując ją czule w czoło.
   - Za to, że przyszedłeś. - odpowiedziała mu, podniosła głowę i patrząc prosto w jego oczy dodała - Kocham cię. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co by było, gdybyś nie był częścią mojego życia.
      Adam uśmiechnął, słysząc te słowa i złożył na jej ustach delikatny pocałunek, po czym wyszeptał: "Też cię kocham. Jesteś dla mnie całym światem".   "

środa, 17 lutego 2016

Szkolne recenzje

Witam!
     Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić recenzją filmu Tadeusza Konwickiego pt. "Lawa. Opowieść o "Dziadach" Adama Mickiewicza. Napisałam ją do szkoły, gdy nasza polonistka, doprowadzona do granicy wytrzymałości nerwowej, zadała nam ją z dnia na dzień.


     Film "Lawa. Opowieść o "Dziadach" Adama Mickiewicza mogę z całą pewnością zaliczyć do ciekawych dzieł filmowych. Wyreżyserowane przez Tadeusza Konwickiego, który zaangażował wspaniałych polskich aktorów, takich jak Gustaw Holoubek, Artur Żmijewski czy też Grażyna Szapołowska, wywołało u mnie mieszane uczucia.
     Pierwszą rzeczą, która urzekła mnie podczas oglądania filmu, była muzyka, towarzysząca przez cały czas akcji. Nadawała tajemniczego, nieco mrocznego charakteru. Wywoływała nieokreślone uczucie niepokoju i potęgowała nadnaturalność niektórych scen. Ścieżka dźwiękowa składała się głównie ze skrzypcowych dźwięków, czasem towarzyszył im chór, nadając bardziej mistyczny charakter.
     Kolejnym aspektem, który bardzo mi się spodobał w tym filmie, była gra aktorska. Gustaw Holoubek, wcielając się w postać swojego imiennika, oddawał tak wspaniale targające tym bohaterem emocje, że byłam pod wielkim wrażeniem. Nie potrafiłam, czytając utwór, wyobrazić sobie, w jaki sposób można by odegrać tak trudną postać bez popadania w przesadę czy też znudzenia widza, a jemu się to udało. Bardzo spodobał mi się również pomysł, aby monologi Konrada, takie jak Wielka Improwizacja czy też opowieść Pustelnika - Gustawa o jego nieszczęśliwej miłości, wypowiadane były wprost do widza, czyli tak, jakby aktor wpatrując się w kamerę widział osobę, oglądającą ten film. Jednocześnie wplatanie w trakcie wypowiedzi obrazów młodości bohatera, jego historii miłosnej bądź też ważnych wydarzeń historycznych, pomagało uniknąć monotonii i równocześnie zmuszało do szerszego postrzegania i interpretacji dzieła.
     Równocześnie obsadzenie w roli Jana Sobolewskiego Piotra Fronczewskiego uważam za genialny pomysł. Moim zdaniem wspaniale pokazał swój talent wcielając się w tę postać. Pokazał głębię uczuć targających bohaterem, potrafił za pomocą swojego głosu przekazać wszystko, co było zamierzone przez autora. Odzwierciedlił emocje targające Janem zarówno podczas opisywanego wydarzenia, jak i wpływ, jaki miało ono na niego.
     Fragmentem filmu, który również wydał mi się wspaniale zaaranżowany, było wyśpiewanie przez Artura Żmijewskiego (Konrada) pieśni zemsty. Bardzo przypadło mi do gustu takie pokazanie talentu wieszcza.
     Rzeczą, która mnie bardzo zaskoczyła, był całkowity brak małej improwizacji oraz sceny egzorcyzmu - zamiast tej drugiej była tylko modlitwa księdza Piotra i Aniołów o odkupienie duszy Konrada. Rozumiem powody, dla których nie można pokazać całego tekstu, jednak moim zdaniem te sceny były o wiele bardziej warte pokazania niż niektóre przejścia między scenami.
     Do filmu mam również zastrzeżenia, ponieważ uważam, że przeskoki między scenami były bardzo chaotyczne, a krótkie sceny rozdzielające wątki nieraz niejasne. Jednakże myślę, iż pokazanie równoczesności pewnych wydarzeń poprzez przeplatanie fragmentów scen było ciekawym i oryginalnym pomysłem.
      Dzieło Tadeusza Konwickiego zawiera bardzo wiele metafor i jest równocześnie osobistym odczytaniem dramatu Adama Mickiewicza, co widać najbardziej w ostatniej scenie, gdy Gustaw Holoubek wypowiada, jak podejrzewam, refleksję scenarzysty powstałą pod wpływem lektury "Dziadów"/
     Podsumowując moje odczucia związane z filmem, uważam, że Tadeusz Konwicki stworzył bardzo interesujące dzieło, jednak moim zdaniem zbyt zagmatwane i osobiste, żeby widz potrafił się bez problemu w nim rozeznać.



wtorek, 9 lutego 2016

Nigdy nie mów nigdy.

     Witam!
  Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi refleksjami powstałymi po obejrzeniu duńskiego filmu "W lepszym świecie".
   Jest on dość ciężki w odbiorze. Pełno w nim rozważań o życiu, głębokich wypowiedzi bohaterów. Można nawet odnaleźć wątki psychologiczne. Bohaterowie zostają skonfrontowani z różnymi sytuacjami, czasem takimi, które potrafią z najłagodniejszego z nich zrobić agresora.
   Historia opisuje przyjaźń dwóch chłopców ze szkolnej ławki - Christiana i Eliasa.Pierwszy z nich przeprowadził się do babci po śmierci matki, drugiego rodzice żyją w separacji - można więc powiedzieć, że oboje doznają cierpień w swoim życiu. Dodatkowo Elias jest gnębiony przez starszych kolegów. Pomaga mu dopiero Christian, który decyduje się na ryzykowny krok i pokazanie im, że nie mogą się tak dłużej zachowywać bez konsekwencji. Przez to wydarzenie przyjaźń chłopców została przypieczętowana.
   Przez cały film widz czeka w napięciu, nie wiedząc co się stanie, ani co wymyśli "ten mały psychol", jak określiła Christiana moja mama. Jednak akcja filmu toczy się bardzo wolno i po pewnym czasie człowiek ma już dosyć. 
    W historii pokazano również, jak małe wydarzenia potrafią wywołać u człowieka reakcję całkowicie niezgodną z jego przekonaniami. Patrząc z psychologicznego punktu widzenia może zaobserwować, że w filmie pokazano wiele zagadnień tego typu - agresje u osób łagodnych, obojętność u tych, którzy są zazwyczaj zainteresowani problemami innych. Pokazuje nam, jak określone sytuacje wpływają na człowieka.
    Ogólnie jest to warty obejrzenia film, gdyż porusza ciekawe zagadnienia i jest miłą odskocznią od teraźniejszych częstych "głupawych" produkcji.



środa, 3 lutego 2016

Już na zawsze razem...

    Witam!
   W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić moją opinię po obejrzeniu filmu pt. "I że cię nie opuszczę".
   Film w reżyserii Michaela Sucsy wywarł na mnie dokładnie takie wrażenie, jakiego się spodziewałam. Obejrzałam go, gdyż wpasowywał się w mój nastrój, poza tym słyszałam pochlebne opinię od przyjaciółki. Nie jest on ciężki w odbiorze, mogę z pewnością stwierdzić, że zalicza się on raczej do lekkich filmów romantycznych, czasem dość ckliwych, który potrafi momentami rozczulić swoją słodkością.
    Głównymi bohaterami historii jest Page, grana przez Rachel McAdams oraz Leo, w którego wcielił się Channing Tatum. Ona jest artystką, rzeźbiarką, która porzuciła studia prawnicze, aby rozwijać swoją pasję, on założył za jej namową studio nagrań. Ich małżeńskie życie wydaje się być idyllą, do momentu wypadku, w którym Page traci pamięć. Zupełnie nie potrafi przypomnieć sobie zmian, które dokonała w swoim życiu tuż przed poznaniem ukochanego, jak również całego późniejszego życia. Jej pamięć zatrzymała się przed pięciu laty, kiedy to była ukochaną córką z bogatego domu i była zaręczona z dobrze rokującym biznesmenem. Zrozpaczony mąż Page stara się za wszelką cenę zatrzymać ukochaną w swoim życiu, postanawiając zrobić wszystko, by zakochała się w nim na nowo.
     Historia bardzo żywa, potrafi wciągnąć czytelnika. Oparta na faktach z życia pewnej pary, potrafi przekazać żywe emocje bohaterów, co również jest zasługą wspaniałych aktorów. Muzyka użyta w filmie idealnie dopasowuje się do sytuacji, nie przytłaczając ani nie rozpraszając widza.
    Moim zdaniem film jest warty obejrzenia. Nie przytłacza, pozostawiając po sobie uśmiech rozczulony. W pewnych momentach wydaje się być lekko przesłodzona, aczkolwiek nie przeszkadza to w odbiorze. Pozostaje bardzo miłą, lekką historią miłosną.


 "Każdy z nas jest sumą chwil, które kiedykolwiek przeżyliśmy z jakimikolwiek osobami. I to właśnie te chwile tworzą życie"
"I że cię nie opuszczę"

wtorek, 26 stycznia 2016

Wiara czyni cuda.

     Witam!
  Dzisiaj pragnę poruszyć temat, który z pewnością wzbudza wiele kontrowersji wśród osób w każdym wieku, a mianowicie chcę przedstawić artykuł, który w 1 klasie liceum napisałam na religię. Praca opiera się na wspaniałym, moim zdaniem, filmie pt. : "Bóg nie umarł".
  Życzę miłej lektury.


   "Co z tą wiarą?"

Zapewne każdy z nas zadawał sobie kiedyś pytanie: jak wierzę? Jaka jest ta moja wiara? Może było one związane z przemyśleniami po niedzielnym kazaniu, może z obejrzanym filmem lub świadectwem, może z poznaniem nowych ciekawych ludzi. W naszym życiu Bóg nie zawsze jest obecny. Często jest tak, że spotykamy się z Nim na niedzielnej mszy, a potem przez kolejne dni nie mamy z Nim styczności. W pewnym momencie życia człowiek zastanawia się czy taka wiara ma jakiś sens, jeśli nie ma odzwierciedlenia w codzienności. Dla mnie takim momentem było obejrzenie na lekcji religii filmu pt. „Bóg nie umarł”.
Film opowiada historie paru osób, które przeżywają przygody związane z wiarą. Sytuacje te bardzo dobrze obrazują różne sposoby wyznawania wiary, jak również problemy z tym związanie.
Jednym z głównych bohaterów opowieści jest student pierwszego roku prawa, Josh Wheaton, który zapisał się na wykład z filozofii do profesora Jeffreya Radissona. Na pierwszych zajęciach wykładowca kazał wszystkim studentom podpisać się pod stwierdzeniem „Bóg umarł” w celu pominięcia zajęć z tego zakresu, uznając je za bezsensowne, gdyż był przekonany, że skoro Boga nie ma, to nie ma również potrzeby uczenia się o nim. Josh, jako jedyny ze studentów nie zrobił tego, ponieważ był chrześcijaninem i wiedział, że Bóg nie umarł. W związku z taką sytuacją, profesor filozofii powiedział, że student ma dwa wyjścia: przekonać większość grupy, że Bóg nie umarł lub podpisać się pod stwierdzeniem, że jest On martwy. W pierwszym przypadku, gdyby nie udało mu się zmienić zdania grupy, Josh nie dostałby zaliczenia z filozofii, a profesor Radisson zrobiłby wszystko, aby uniemożliwić mu również dostanie tytułu naukowego z prawa.
Chłopak był w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony miał rodzinę i dziewczynę, którzy mówili mu, żeby nie zadzierał z profesorem, bo tym samym stawia na szali swoją całą przyszłość, a z drugiej wewnętrzne przekonanie, że powinien bronić Boga i swojej wiary, bo jeśli on tego nie zrobi, to kto inny się tego podejmie? Koniec końców zdecydował się bronić swoich przekonań, na co miał 20 ostatnich minut podczas trzech zajęć. Josh mimo przeciwności losu, dziewczyny, która go opuściła, zaniedbania innych przedmiotów i groźby utraty możliwości studiowania prawa wytrwale przekonywał swoich rówieśników, że Bóg istnieje. Podczas ostatniej przemowy udowodnił nawet, że profesor Radisson również wierzy w Boga, ponieważ dowiedział się, że mężczyzna darzy Go nienawiścią. Zapytał wtedy: „Jak można nienawidzić kogoś, kto nie istnieje?”.
Kolejną intrygującą osobą jest sam profesor filozofii, zażarty przeciwnik Boga. Motywem jego uczuć było to, że gdy miał dwanaście lat, jego gorliwe modlitwy nie uchroniły jego matki od śmierci po długiej walce z nowotworem. Opowiadając tę historię użył słów: „W Boga, który na to pozwala, nie warto wierzyć”. Jego historia była inspiracją dla Josha, który ostatni wykład postanowił poświęcić pytaniu, dlaczego Bóg pozwala na zło. Chciał tym samym w pewien sposób pomóc Jeffreyowi w zrozumieniu powodów śmierci matki, pomimo jego żarliwej modlitwy.
Profesor miał również świadectwo wiary w innej osobie – swojej partnerce Minie. Dziewczyna była głęboko wierzącą chrześcijanką, która zostawiła go, ponieważ obrażał ją, gdy była mowa o jej wierze.
Ostatecznym momentem zmiany w życiu profesora, była jego śmierć, która przedwcześnie nastąpiła, gdy potrącił go na pasach samochód. Opatrzność sprawiła, że niedaleko stał samochód, którym jechali dwaj pastorzy. Wielebny Dave rozmawiając z nim tuż przed śmiercią odpuścił mu grzechy i był świadkiem jego nawrócenia.
Wyżej wymienieni pastorzy również są ciekawymi postaciami tego filmu. Ich wyjazd na urlop na Florydę nie udawał się przez to, że samochody odmawiały im posłuszeństwa. Jest to przykład działania Opatrzności Bożej, ponieważ za każdym razem, kiedy nie udawało im się wyjechać, przychodziła kolejna osoba potrzebująca pomocy. Wielebny Dave miał bardzo dużo pracy w tym okresie pomagając nie tylko Jeffreyowi, ale również Minie, Joshowi, czy Ayishy, która urodziła się w muzułmańskiej rodzinie i została wyrzucona z domu przez ojca, za wiarę w Jezusa. Dziewczyna mimo agresji ze strony rodziciela nie przyznała mu racji, że jego bóg jest jedynym prawdziwym stwórcą świata.
Drugi duchowny, Wielebny Jude, był misjonarzem i przyleciał na urlop. Jego postawa była bardzo pokrzepiająca – zawsze zachowywał pogodę ducha, nawet gdy Dave zaczynał się denerwować z powodu przeciwności losu, związanych z ich wyjazdem. Mężczyźni często powtarzali dialog:
„- Bóg jest dobry.
 - Przez cały czas.
     - A przez cały czas?
     - Bóg jest dobry”,
który był pozytywnym akcentem zwłaszcza wtedy, gdy nie wszystko szło po ich myśli.
Jedną z głównych postaci w filmie była również młoda kobieta pisząca blog „Nowa lewica”, Amy, która prowadziła wywiady z wieloma osobami, na przykład. z tymi, którzy pokazywali ludziom swoją religię. Gdy zachorowała na raka, jej chłopak ją zostawił. Była całkowicie załamana. Poszła przeprowadzić wywiad z chłopakami z zespołu The Newsboys, którzy śpiewali o Bogu i w ten sposób szerzyli swoją wiarę. Gdy artyści dowiedzieli się o problemach dziewczyny, starali się jej pomóc poprzez rozmowę, a na koniec wspólną modlitwę.
W filmie pokazane były także inne historie, które obrazowały to, jak działania wcześniej opisanych przeze mnie bohaterów, zmieniły ich życie. M.in. taką postacią był Martin – student pierwszego roku z Chin, który pod wpływem słów Josha zaczął wierzyć w Boga. Inną taką osobą był Marc, mężczyzna, który rozstał się z Amy. Gdy odwiedzał swoją matkę, która była bardzo chora i nie pamiętała prawie nic, usłyszał od niej słowa: „Czasami diabeł pozwala ludziom nieść życie bez kłopotów, bo nie chce by żyli z Bogiem”, które były odpowiedzią na jego pytanie, dlaczego ona jest chora, chociaż była najlepszą osobą, jaką znał, a on, mimo że jest najgorszą osobą, ma wszystko i nie ma powodów do narzekania.
Moim zdaniem film ten jest bardzo wartościowy, ponieważ skłania odbiorcę do refleksji dotyczących jego własnej wiary i jej wyznawania, jak również pokazuje, że mimo wszelkich trudności wiara jest wielkim oparciem dla człowieka. Pokazuje on również jak działa Opatrzność Boża i Duch Święty – może te działania nie są widoczne na pierwszy rzut oka, ale sytuacje, które nas spotykają mają jakiś sens i cel, chociaż nie zawsze go rozumiemy.
Opowiedziane sytuacje pokazują bardzo wiele różnych sposobów wyznawania i świadectwa wiary. Cechą łączącą opisane przeze mnie postacie jest pewność wyznawanych poglądów i wielka odwaga w szerzeniu ich, mimo nawet wielkich przeciwności. Współcześni chrześcijanie, których tak wielu każdy z nas ma w swoim otoczeniu, rzadko dają się rozpoznać poprzez swoje czyny. Niewiele osób ma okazję by bronić wiary, a bez niej nie widzą potrzeby świadczenia o niej codziennym życiem.
Tak często mówi się o głoszeniu Ewangelii, o świadczeniu o Dobrej Nowinie swoim własnym życiem. Ludzie wierzący powinni być rozpoznawalni. Powinni pokazywać, że mają Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu. Ale tak naprawdę, ilu z nas może tak o sobie powiedzieć? Jak wiele osób zaprosiło Boga do swojej codzienności i w niej z Nim żyje?
Rozważając ten problem szybko człowiek zaczyna się zastanawiać nad tym, ile osób wierzy? W kościołach widzimy ludzi dookoła, ale wielu z nich chodzi do kościoła z przyzwyczajenia, bo tak chce rodzina, czy z jeszcze innych powodów. Rozglądając się widzimy, że wielu jest rozproszonych, a tylko nieliczni skupiają się i przeżywają Eucharystię. Ale dlaczego my się rozglądamy? Czy nie jesteśmy przypadkiem w tym kościele tak samo, jak część osób z przyzwyczajenia? Jak przeżywamy mszę świętą? Czy jest ona naszym jedynym kontaktem z Bogiem w ciągu całego tygodnia?
Teraz postawmy się w sytuacji Josha. Kto z nas by bronił wiary, zamiast po prostu napisać te słowa, nawet w nie nie wierząc, byle by mieć spokój. Jak często nie oponujemy, gdy ktoś stara się ośmieszyć naszą wiarę, albo ją znieważyć? Czy stwierdzamy, ze nie ma sensu się kłócić, ja wiem swoje, przecież i tak nie uda mi się jego/jej przekonać? A może właśnie nasze świadectwo, parę zdań, słów, może pomóc drugiej osobie odnaleźć Boga? Co, jeśli jesteśmy jedyną nadzieją dla otaczających nas ludzi, na poznanie Jezusa? To była jedna z motywacji Josha. To powinna być nasza motywacja do obrony wiary i przekazywania jej dalej.
Bardzo wielu młodych ludzi mówi teraz, że nie wierzy w Boga. Coraz więcej mówi, że są ateistami. Ale czy jeżeli widzieliby wokół siebie osoby wierzące, których wiarę widać w życiu, to czy nie zostaliby skłonieni do refleksji nad zmianą swojego postępowania? Często myślą, że jest to niemodne, dobre dla starszych ludzi, nieaktualne. Trzeba pokazywać, że wcale tak nie jest. Mówienie o wierze i życie w niej, pokazywanie jej zalet, jest zadaniem nie tylko kościoła czy księży. To powinno być misją każdego człowieka, ponieważ szerzenie świadectwa o Jezusie jest powołaniem każdej wierzącej osoby. Jeśli my będziemy pokazywać swoim życiem, że Bóg jest wspaniały i z Nim żyje się najlepiej, to przekonamy innych, by też spróbowali żyć wraz z Nim.
Inną sytuacją jest to, że każdego czasem dopada zwątpienie. Myśli, że to wszystko nie ma sensu lub neguje dobro Boga, patrząc na otaczające go zło. Wtedy należy sobie przypomnieć o największym darze Stwórcy dla człowieka – wolnej woli. Ludzie sami podejmują decyzje, które kształtują nasz świat. To prawda, że Bóg czasem podpowiada poprzez intuicje pewne rzeczy, lub też Opatrzność działa, na przykład tak jak w filmie, ale to wszystko tylko i wyłącznie za zgodą człowieka. Jeśli ktoś zaprosi Boga do swojego serca, to On będzie działał w jego życiu.
Może warto w chwilach słabości powtarzać sobie słowa dwóch duchownych z wyżej przytoczonego filmu:
„- Bóg jest dobry.
     - Przez cały czas.
     - A przez cały czas?
     - Bóg jest dobry”
i iść dalej z uśmiechem przez życie, pamiętając, że Pan będzie z nami, jeśli tylko Mu na to pozwolimy. A gdy już On będzie obecny w naszych życiach, to przekazujmy świadectwo o Jego miłości, żeby więcej osób mogło czuć tę radość, jaka jest naszym udziałem dzięki wierze.




środa, 20 stycznia 2016

Kobiecy strach

Witam!
     Dzisiaj chciałam zrecenzować zarówno film, jak i książkę pt. "Dziennik Bridget Jones".
     Zacznę od mojej subiektywnej opinii, że film jest lepszy niż książka. Bardzo rzadko się zdarza, że dochodzę do takich wniosków, aczkolwiek tutaj nasunęły mi się od razu. Chociaż zastanawiając się nad tym głębiej są to tak różne pokazania historii, że trudno je porównywać.
      Zarówno w filmie, jak i w książce, jest bardzo wiele nawiązań do "Dumy i uprzedzenia" Jane Austen, której zrealizowana przez BBC ekranizacja była ulubionym filmem tytułowej bohaterki powieści. W filmie "Dziennik Bridget Jones" nie pokazano jej fascynacji filmem i aktorami z oczywistego powodu - Colin Firth odgrywający Darcy'ego w "Dumie i uprzedzeniu" grał główną rolę również w "Dzienniku Bridget Jones". Jednakże mimo to można zauważyć wiele analogii do dzieła Jane Austen. W filmie są to takie momenty, jak opowieść Daniela, który mówi o swoich stosunkach z Darcym obracając całkowicie sytuację, tak aby zdyskredytować Marka, co jest podobne do działania Wickama z "Dumy i uprzedzenia". Zarówno w książce, jak i w filmie, można zaobserwować początkową niechęć Bridget do Darcyego, spowodowaną dziwną wyższością okazywaną przez bohatera - co zdarzyło się również bohaterom powieści Jane Austen. W ekranizacji nie pokazano, moim zdaniem, dość ważnego fragmentu powieści, który w bardzo duży sposób nawiązywał do "Dumy i uprzedzenia", czyli momenty, w którym Mark Darcy pomaga rodzinie Bridget, poprzez wyciągnięcie z kłopotów jej matki i pomoc w uniknięciu przez nią opinii złodziejki - podobna sytuacja miała miejsce w dziele Austin, gdzie chodziło o siostrę Elisabeth. Analogią również w obu przypadkach był sposób, w jaki pan Darcy wyznał miłość Bridget - z wytknięciem jej wad i argumentów przeciw ich związkowi.
     Rzeczą, która o wiele bardziej podobała mi się w filmie niż w książce był sposób pokazania relacji między Bridget a resztą bohaterów. Postacie Marka i Daniela stały się żywsze, dzięki pokazaniu ich relacji z bohaterką, ich rozmów. Ogólnie postacie występujące w książce zostały przedstawione w inny sposób - zarówno drugi szef Bridget, jak i jej matka, byli mniej szaleni, a w przypadku tej drugiej również bardziej wrażliwa niż w książce. Relacje bohaterki z przyjaciółmi były może rzadziej pokazywane iż w książce, ale za to wydawały się być głębsze (pominięto praktycznie wszystkie feministyczne wywody). Zmienienie różnych scen i nadanie głębszego charakteru postaciom sprawia, że film jest równocześnie ciekawy i lekki, a nawet zaskakujący, nie tak jak zazwyczaj komedie romantyczne.
     Sama główna bohaterka została w filmie pokazana jako mniej zmienna, zakręcona, ale również potrafiąca się postawić i walczyć o swoje. Uważam, że film dzięki zmianom wprowadzonym przez scenarzystę stał się ciekawszą opowieścią niż książka, ale jednocześnie bardzo różną od pierwowzoru.


"Bardzo mi się podoba ta zimowa zima i przypomnienie, że jesteśmy zdani na łaskę żywiołów i nie powinniśmy się zmuszać do intelektualnego wyrafinowania ani pracy, tylko siedzieć w cieple i oglądać telewizję."
Helen Fielding "Dziennik Bridget Jones"

wtorek, 12 stycznia 2016

Lektury szkolne nie są takie straszne #1. "Dziadów" część II

Witam!
     Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami wspaniałym podsumowaniem wiedzy, którą powinniście wynieść z części drugiej "Dziadów" Adama Mickiewicza.
     Słysząc o tym dziele uczniowie najczęściej narzekają, że nie wiadomo o co chodzi, że po co to czytać, że i tak nic nie zrozumieją. Moja pierwsza rada - nie rozumiesz lektury, przeczytaj opracowanie.
     Przy omawianiu "Dziadów" części wszyscy dookoła pytali mnie, skąd wiem o co w ogóle chodzi, jakie są powiązania i gdzie szukać fragmentów. Odpowiedź jest prosta - przeczytałam streszczenie, żeby znać fabułę, następnie dramat, ponieważ jako wzrokowiec mam łatwość zapamiętywania napisanego tekstu. Zapoznając się z tekstem "Dziadów" konfrontowałam to, co przeczytałam w streszczeniu i opracowaniu, z tym, co wyniosłam z treści dramatu. Polecam tę metodę wszystkim, którym zależy na zrozumieniu i zapamiętaniu sensu tych utworów.
      Cykl dramatów poprzedza ballada "Upiór" opowiadająca historię nieszczęśliwej miłości mężczyzny do kobiety, która wybrała innego, dlatego że był bogatszy. Zrozpaczony bohater utworu popełnia samobójstwo i staje się upiorem, ponieważ wg. wierzeń Słowian samobójca nie miał wstępu do nieba i musiał się błąkać po świecie ponownie przeżywając tragedię, z powodu której popełnił ten śmiertelny grzech. Ballada ukazuje wierzenia ludu o przenikaniu się dwóch światów - żywych i umarłych.
     "Dziady" część  II jest całkowicie inspirowana wierzeniami ludowymi. Romantycy w swojej twórczości bardzo często sięgali do ludowości, która ich pociągała swoim mistycyzmem i nadnaturalnością. Ten dramat opisuje obrzęd dziadów urządzany przez gawiedź w Dniu Zadusznym, czyli 2 listopada. Miał on na celu zwołanie duchów, którym ludzie mogli pomóc, a które w zamian za to dawały im rady, dzieląc się własnym doświadczeniem.  Całemu obrzędowi przewodził Guślarz, który za pomocą swoich zaklęć mógł przywoływać dusze z zaświatów i sprawować nad nimi pewną kontrolę.
     Opisany w dramacie obrzęd odbywa się w cmentarnej kaplicy, gdzie mieszkańcy gromadzą się wokół trumny. Kaplica jest miejscem świętym, gdzie złe duchy wejść nie mogą - dlatego najcięższe z przywoływanych przez Guślarza duchów rozmawiają z ludem przez okno.
     Pierwszymi duchami pojawiającymi się na wezwanie Guślarza są Józio i Rózia - małe dzieci w postaci aniołków, zwane duchami lekkimi. Józio opowiada ludowi, że chociaż wciąż mogą się bawić, niczego im nie brakuje, to jednak nie mogą wejść do nieba, co jest spowodowane tym, że nigdy nie zaznały goryczy w życiu. Dzieci proszą o ziarenka gorczycy, które lud daje im chętnie. Zanim znikają odprawione zaklęciem Guślarza, przestrzegają zgromadzonych, że osoba, która na ziemi nie przeżywała gorszych dni, nie było jej nigdy źle, nie będzie mogła wejść do nieba.
     Gdy nadchodzi "straszna północ", czas przybywania najcięższych duchów, pojawia się Widmo Złego Pana. za życia ten człowiek był właścicielem wsi, zmarł przed trzema laty. Został skazany na wieczny głód i pragnienie, ponieważ był okrutny dla swoich poddanych. Jego grzech jest tak wielki, że nie może wejść do kaplicy i rozmawia z Guślarzem przez okno. Prosi zgromadzonych o napój i pożywienie, jednak nie jest mu dane zjeść podarunku, gdyż nadlatują ptaki, symbolizujące jego poddanych, których "pomorzył głodem". Sowy, puchacze i kruki wyrywają posiłek byłemu panu, a gdy już nie mają czego zabrać, szarpią jego ciało. Po tym akcie przemocy opowiadają historię okrucieństwa Złego Pana.
     Kruk mówi, jak to za życia był biedakiem. Pewnego dnia przybył głodny i wycieńczony do sadu pana i zerwał parę jabłek. Został jednak złapany przez ogrodnika. Później dziedzic rozkazał wychłostać chłopaka, który nie przeżył kary i umarł w męczarniach.
     Następną historię opowiada Sowa, która za życia była ubogą wdową. Opiekowała się dzieckiem i chorą matką. Jako że nie miała pieniędzy na życie, udała się do pana po pomoc w wigilijny wieczór. Bezlitosny dziedzic kazał wyrzucić ją za bramę. Nie mogąc znaleźć w śnieżną noc noclegu zamarzła gdzieś na drodze.
     Grzechy Złego Pana są zbyt ciężkie, żeby lud mógł mu pomóc. Duch jest skazany na wieczną pokutę. Gdy odchodzi poucza zgromadzonych, że kto za życia nie zachowywał się jak człowiek, nie pomagał, nie współczuł, ten nie będzie mógł po śmierci otrzymać pomocy w przejściu do nieba.
      Następnym duchem, jest duch Zosi, która zmarła w wieku dziewiętnastu lat. Jest ona duchem pośrednim, czyli takim, który żył wśród ludzi, ale nie był użyteczny dla bliźnich. Za życia dziewczyna była pięknością, jednak nie chciała wyjść za mąż, a z zakochanych w niej chłopców sobie drwiła. Nie zaznała przez to w swoim życiu ani troski, ani prawdziwego szczęścia, przez co pozostała po śmierci zawieszona między niebem a ziemią, nie należąc jednak do żadnego świata, gnana podmuchami wiatru. Dręczą ją samotność i nuda. Prosi chłopców, aby pomogli jej dotknąć ziemi i poczuć stałość tego świata. Mimo chęci nie udaje im się jej złapać, żeby sprowadzić na ziemię.
     Posiadający dar proroczy Guślarz przepowiada Zosi, że teraz nie otrzyma pomocy, ale jej pokuta będzie trwała jeszcze tylko dwa lata, po których dostanie się do nieba. Zanim dziewczyna znika, zostawia przestrogę dla ludu, mówiąc, że: "Kto nie dotknie ziemi ni razu,/ Ten nigdy nie może być w niebie!".
     Gdy pieje kogut Guślarz postanawia zakończyć obrzęd. Niespodziewanie pojawia się, nie wzywane przez nikogo, milczące Widmo, które nie reaguje na zaklęcia, jedynie spogląda na pogrążoną w żałobie Pasterkę, która również nie zdradza nikomu swoich relacji ze zjawą. Guślarz każe wyprowadzić dziewczynę z kaplicy, a Widmo podąża jej śladem. Na tym kończą się wydarzenia części II.
     Mam nadzieję, że mój opis jest zrozumiały i pomoże w zrozumieniu tej lektury chociaż jednej osobie.