poniedziałek, 3 lipca 2017

I jeszcze się dziwisz?

     Myślisz, że łatwo mi było "dotrzeć" do miejsca, w którym teraz się znajduję? Dojść do ładu ze sobą, ze swoimi myślami, uczuciami, emocjami? Zachowywać się w miarę normalnie, gdy ktoś sobie eksperymentował z moimi hormonami i potem, kiedy opuszczały mój organizm? Że te moje wahania nastrojów to takie dla picu? Że miałam nad tym kontrolę? Ba! że teraz mam?

     Dziwisz się, że nie mówię Ci o tym, co siedzi w mojej głowie? O tym, co mnie boli, co mnie dołuje, o tych momentach, kiedy nie wiem czy chcę mieć jeszcze sama ze sobą do czynienia. Po co bym miała? Żebyś radośnie wyśmiała? Nic nie zrozumiała? Zdołowała? Bo to właśnie robisz. Za każdym razem, gdy myślę: "ah, spróbuję", Ty sprowadzasz mnie do parteru. Już nie chcę nawet próbować...

     Tak, opisuję to tutaj, mimo że i tak nikt nie czyta, a nawet jeśli, to narzeka na wywnętrzania i moje niezadowolenie. Tak, wolę to robić tutaj, przelewając słowa na bloga, niż rozmawiać z Tobą. I mnie dziwi, że nie potrafisz tego zrozumieć. Że nigdy nie próbujesz. 

     Więc znów trochę się "pokatuję", pozamykam w sobie, popłaczę. Znów posiedzę w ciemnym pokoju patrząc w ścianę. Znów napiszę coś w pamiętniku lub wrzucę na bloga. A Ty wciąż nic nie będziesz wiedzieć. Będziesz patrzeć na maskę, którą dla Ciebie wkładam, bo każde jej ściągnięcie boli za bardzo. Będziesz patrzyła na to, co chcesz widzieć, co jest łatwiejsze, bardziej do przyjęcia. A jeśli kiedyś sobie przypomnisz, że miałaś tu wgląd, to może się zdziwisz. Może na chwilę. Potem znów wrócisz do swoich spraw, stwierdzisz, że to o niczym, a na pewno nie o Tobie, albo że za długie i nawet nie ma sensu czytać. 

     Pozdrawiam, przyjaciółko. Bo mimo wszystko, wciąż nią byłaś, jesteś i zapewne będziesz.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz